poniedziałek, 9 lutego 2015

Edgar W. Froese - In memoriam

24 stycznia przedpołudniową audycję trójkową akurat prowadził Marek Niedźwiecki. Usłyszałem znajomy utwór mojego ukochanego artysty Edgara Froese, założyciela Tangerine Dream. Zdziwiłem się słysząc go, bo to muzyka oraz artysta niezbyt często słyszany w rozgłośniach radiowych. Jakkolwiek w mojej ukochanej stacji radiowej kiedyś akurat bardzo często można było słyszeć ten gatunek muzyki, bo była audycja poświęcona co środę muzyce elektronicznej. Kiedy utwór się skończył, Niedźwiecki powiedział: 'Tak, Edgar Froese odszedł od nas 21 stycznia w Wiedniu'. Dawno nie poczułem takiego uderzenia w duszę i serce. Powiedziałem tylko 'O Boże drogi...'. Nie byłem w stanie więcej cokolwiek powiedzieć. Nie byłem w stanie powstrzymać kilku łez, które popłynęły. Niewielu jest ludzi, którzy towarzyszyli mi i nadal towarzyszą tyle lat. Ponieważ nie wyobrażam sobie życia bez muzyki. Muzyka była wokół mnie wszędzie i zawsze. Muzyka Edgara była wokół mnie, bo jej zawsze najbardziej potrzebowałem. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z jego wpływu na współczesną muzykę w ogóle. Celowo unikam dopisku 'rozrywkową', bo słuchając jego twórczości z przełomu lat '60 i '70 trudno doszukiwać się elementów rozrywki. To są raczej fale doznań. Słuchając płyty, na której brzmi muzyka elektroniczna usłyszysz wręcz kalki rozwiązań wymyślonych i wprowadzonych przez Tangerine Dream. Są to sposoby budowania poszczególnych fraz, jak i całego utworu. Są to jednak przede wszystkim sposoby, całe rozbudowane metody, wykorzystania nowoczesnych instrumentów elektronicznych, które zdefiniował Froese wraz z zespołem Tangerine Dream. Nawet nielubiane przeze mnie gatunki tak zwanej muzyki współcześnie słuchanej przez młodzież, czerpią garściami z tamtych osiągnięć. Jak znam życie, często zupełnie nieświadomie, korzystają z osiągnięć Edgara Froese i Chrisa Franke właśnie z TD. JM Jarre, którego lubię, ale jego twórczość uważam za wysoce komercyjną - ostatnio aż do obrzydzenia - odmianę muzyki elektronicznej, czerpał i czerpie garściami z tego, co wymyślili ludzie z TD. Nawet krytycy muzyczni często myląc pojęcia, zachwycają się, że Jarre wymyślił nagrywanie dźwięków otoczenia i wplatanie ich w utwory oraz w brzmienia syntezatorów. Nie, to wymyślił Froese i jego zespół. Kitaro czy Ruichi Sakamoto również są spadkobiercami TD. Kitaro wręcz terminował u jednego z byłych członków TD. A są czasem postrzegani jako odrębny, azjatycki nurt tej muzyki - nic bardziej mylnego. To TD nauczyło muzyków jak przejść od technologii analogowej do cyfrowej w muzyce. To oni wydali pierwszą płytę z muzyką elektroniczną, która odniosła prawdziwy sukces komercyjny - 'Phaedra'. Wydała ją firma Virgin Records Richarda Bransona, który teraz podbija prywatny rynek lotów w kosmos.
Kosmos, science fiction, to dziedziny które zawsze mnie interesowały. Film i książka związane z nimi zawsze kojarzyły mi się z muzyką elektroniczną. Kiedyś jedna z audycji sportowych w TVP, w czasach słusznie minionej komuny, rozpoczynała się dźwiękami 'Kiev Mission'. Prognoza pogody w Dzienniku Telewizyjnym prezentowana była z tłem muzycznym 'Ricochet part 2'. Sonda, najlepszy program popularno-naukowy w historii polskiej telewizji, niemal zawsze zawierał co najmniej jeden fragment utworu TD - Stratosfear, Pilots of Purple Twilight, Ricochet i wielu innych. W tamtym czasie środowe wieczory w Trójce to Jerzy Kordowicz i audycja o muzyce elektronicznej. Najwspanialsze były te z muzyką TD. Dlatego Jerzy Kordowicz zapowiada koncert na płycie 'Poland', mimo iż zapowiadała go w rzeczywistości jakaś recytatorka. Czytanie 'Niezwyciężonego' Lema to obowiązkowo TD w tle. Czytanie jakiejkolwiek fantastyki naukowej to TD w tle. Komiksy z serii Yans, Funky Koval czy Valerian tylko z muzyką TD. Uwielbiam heavy metal, ale w moim samochodzie częściej można usłyszeć TD. W twórczości TD można znaleźć muzykę na każdą okazję, stosowną do każdej okoliczności. Zawsze mówię, że jeżeli miałbym zamieszkać na bezludnej wyspie, chciałbym tam mieć muzykę TD. Wystarczyłaby aż nadto - żadnej innej nie potrzebowałbym. Froese umierając zabrał z sobą kawał mojego życia, chociaż nie miał pojęcia o moim istnieniu. Zostawił po sobie sztukę, której nie da się przecenić. Zostawił po sobie ślad w każdej dziedzinie sztuki. Wielu pisało, rysowało i malowało pod wpływem ich muzyki. Froese uczył się rzeźby u Salvadore Dali, a ten korzystał z inspiracji muzycznych Edgara, który dał dla niego nawet prywatny koncert. Muzykę TD słychać wszędzie tam, gdzie używane są instrumenty elektroniczne. Słychać je u Bruno Marsa, słychać w muzyce Daft Punk i na płytach Madonny. Jej  'Frozen' jest jakby żywcem wyjęty z archiwum TD. Wystarczy posłuchać albumów Phaedra, Stratosfear, Exit, Ricochet, Rubycon, Sorcerer, Encore, Cyclone, Force Majeure, Tangram, Quichotte, White Eagle i wielu wielu innych autorstwa TD, by potem wciąż towarzyszyło nam przekonanie, że ogromna część muzyki tworzonej w ostatnich, z górą, trzydziestu latach jest wtórna i nic nowego nie wnosi - wiele z tego, co nazywamy twórczym podejściem do muzyki od początku lat '70 zrobili panowie z Tangerine Dream. A mnóstwo innych wykonawców twórczo wzoruje się na nich lub nieudolnie kopiuje.



'Nie ma śmierci, to tylko zmiana naszego kosmicznego adresu'
Edgar Wilmar Froese


Wiesz już to, o czym nie ma pojęcia żaden z żyjących.



piątek, 14 października 2011

I'm not a schemer

'Do I really look like a guy with a plan? You know what I am? I'm a dog chasing cars. I wouldn't know what to do with one if I caught it. You know, I just... do things. The mob has plans, the cops have plans, Gordon's got plans. You know, they're schemers. Schemers trying to control their little worlds. I'm not a schemer. I try to show the schemers how pathetic their attempts to control things really are.'
Joker

środa, 13 kwietnia 2011

Untitled

Hopelessly drift
In the eyes of the ghost again
Down on my knees
And my hands in the air again
Pushing my face in the memory of you again
But I never know if it's real
Never know how I wanted to feel
Never quite said what I wanted to say to you
Never quite managed the words to explain to you
Never quite knew how to make them believable
And now the time has gone
Another time undone
Hopelessly fighting the devil
Futility
Feeling the monster
Climb deeper inside of me
Feeling him gnawing my heart away
Hungrily
I'll never lose this pain
Never dream of you again

http://www.youtube.com/watch?v=YpxREVEFza0
http://www.thecure.com/words/1988-1990.aspx

wtorek, 12 kwietnia 2011

Plainsong

'I think it's dark and it looks like rain'
You said
'And the wind is blowing like it's the end of the world'
You said
'And it's so cold
It's like the cold if you were dead'
And then you smiled
For a second

'I think I'm old and I'm feeling pain'
You said
'And it's all running out like it's the end of the world'
You said
'And it's so cold it's like the cold if you were dead'
And then you smiled
For a second

Sometimes you make me feel
Like I'm living at the edge of the world
Like I'm living at the edge of the world
'It's just the way I smile'
You said

http://youtu.be/Ed-czZNh_4w
http://www.thecure.com/words/1988-1990.aspx

Widziałem Jowisza

Zdjęcia z października 2010 roku



czwartek, 18 listopada 2010

Wybory samorządowe

Samorząd terytorialny to ciało, które samo się rządzi na danym terenie, oczywiście w ramach określonych konstytucją i przepisami prawa.
A więc tak: sami się rządzą i lokalnie. Tak powinno być, bo ludzie najlepiej wiedzą, co trzeba zrobić u siebie. Oni wiedzą najlepiej, które dziury w drogach należy najpilniej załatać, gdzie już nie da się łatać, a należy nawierzchnię całą wyremontować. To oni wiedzą najlepiej, które dzielnice miasta potrzebują kolejnego basenu czy choćby marketu. Nawet, jeżeli tych lokalnych samorządowców jest kilkudziesięciu i mają rozbieżne zdania co do tego, czy remontu w pierwszej kolejności wymaga nawierzchnia ulicy Szerokiej, czy też Wąskiej, to oni na miejscu, u siebie, powinni podjąć decyzję o stosownym wyborze. Ponieważ są u siebie. Takich samorządnych decyzji podejmują wiele w imieniu mieszkańców danego terenu, którzy ich wybrali. Nie sposób każdą decyzję dotyczącą miasta, gminy, powiatu czy województwa podejmować w drodze referendum - taka demokracja byłaby niezwykle kosztowna. Dlatego wybieramy ludzi, którzy podejmują szereg decyzji w naszym imieniu. My żyjemy sobie, pracujemy, z naszych podatków ta demokracja jest utrzymywana. Nie jest to zapewne najlepszy z ustrojów, ale taki jest i w tych warunkach musimy żyć.

W tym miejscu kończy się wykład, który ma na celu w skróconej formie przybliżyć dziecku z szkoły podstawowej na czym ten samorząd i wybory doń polegają. Ale z powyższym tłumaczeniem jest trochę, jak z opowiadaniem historii bociana przynoszącego dzieci. Ładnie to brzmi, ale prawda wygląda inaczej. Dziecku samorządowy bocian na razie wystarczy - niepożądaną ciążą to nie grozi. Jak jest rzeczywiście?

Zacznijmy może od tego, że w Nowym Jorku mieszka około 11 milionów ludzi. Miasto zajmuje w sumie powierzchnię około 1 200 km kwadratowych. Silnie zaludnione miasto, jak powiedziałby Kargul. Bardzo silnie. I takim rozległym, gęsto zaludnionym terenem zajmuje się rada miejska licząca 51 osób. Tak, dwie cyfry to nie błąd - dla pewności podam słownie: pięćdziesiąt jeden. I dają sobie radę. Jest też burmistrz (najbardziej chyba znanym był Rudolph Giuliani, który wsławił się skuteczną walką z przestępczością i opanował sytuację w mieście po ataku na WTC).

Dla porównania weźmy sobie polskie miasto, znaczące w skali naszego kraju i również nie będące stolicą państwa, Poznań. Mieszka tam pół miliona ludzi. To miasto wybiera 37 radnych. Dwadzieścia dwa razy mniej mieszkańców niż w Nowym Jorku i nieco ponad 72% liczby radnych. Dysproporcja oczywista, ale widocznie jesteśmy bogatszym narodem niż Amerykanie. Przynajmniej komuś może się tak wydawać. Grodzisk Wielkopolski liczy sobie niespełna 14 tysięcy mieszkańców, radnych ma 15. Razem te dwa miasta mają nadal 22 razy mniej mieszkańców, a radnych o jednego więcej. Ale nie o kosztach i polskich bezsensach ten wpis ma opowiadać. Przy okazji polecam Poznań i Grodzisk jako piękne i ciekawe miasta.

Dlaczego nasze ciała samorządowe są tak liczne? Zapewne ktoś odpowie, bo tak mówią przepisy. Nie wiem, tego nie sprawdziłem, ale na pewno tak jest. Dla kogo jest korzystna wybujała liczebność radnych w Polsce? Dla budżetów samorządowych nie. Dla mieszkańców również niekoniecznie - wiadomo przecież, że dwóch Polaków ma trzy odrębne zdania na ten sam temat, więc im nas więcej czymś się zajmuje, tym trudniej dojść do porozumienia.

Proponuję przyjrzeć się plakatom, ulotkom i innym materiałom wyborczym. Specjaliści od reklamy politycznej zadbali o to, byśmy w pierwszej kolejności zauważyli emblemat partii. Że postacie, twarze są największe na nich? Cóż z tego, skoro widzimy wąsy, kok, czuprynę bądź łysinę - najczęściej człowieka nie znamy. No, może na sto plakatów jedną twarz kojarzymy z konkretną postacią i jej ewentualnymi dokonaniami. Niekoniecznie dobrymi dla wsi, miasta, gminy czy powiatu. Ale i tak dowiemy się, że ta osoba najczęściej reprezentuje jakąś partię. No właśnie: PARTIĘ! A o czym dziecku na początku opowiadaliśmy? Że to samorząd, bo się sam rządzi. Oczywiście to tylko uproszczenie dla dziecka, ale czy nie tak powinien wyglądać samorząd? Wybrany przez ludzi i pracujący dla ludzi? A tymczasem pyszniąca się PO nabluzgała już na jednego z najbardziej znanych w kraju kandydatów na prezydenta miasta. Przeprosiła, ale bluzgi w pamięci niektórych utkwiły. PiS jak zwykle straszy, że dzięki jego ludziom w samorządach będzie lepiej. Nie wiem, czy im się uda, ale przynajmniej na szczeblu samorządu nie da się nikogo wsadzać pod byle zarzutem. PSL, jak przy okazji każdych wyborów, nagle wykazuje się wielkim zrozumieniem i współczuciem dla ludzi ze wsi. SLD, którego przywódca znany jest najbardziej z słodkiego uśmiechu, już kiedyś naobiecywało i jest teraz tam, gdzie jest. Ale nieważne sympatie i antypatie. Najważniejsze jest to, że większość dziewczyn i chłopców z plakatów będzie reprezentować PARTIE. Głoszą oczywiście, że to wszystko dla ludzi i z troski o nich. Jak politycy na szczeblu centralnym się o nas troszczą i co z tego wynika już wiemy. Na szczeblu samorządowym partyjniactwo kończy się tym, że przysłowiowe dziury w jezdniach nie są łatane, bo wnioskowało o to SLD, a przewagę ma PiS i/lub PO. Bo ci ludzie reprezentują swoje partie. Przede wszystkim. A to, że czasem uda się coś dla ludzi zrobić, to często efekt uboczny. Dzięki temu oglądamy otwieranie niedokończonych ulic lub szpitali, bo z czymś trzeba się pokazać przed kamerą. Przyjeżdża jakiś ważny polityk z Warszawki do wspólnych zdjęć, bo z nadania aparatu (fotograficznego) łatwiej o dobry wynik wyborczy. I tak to się wszystko kręci wokół polityki, zamiast wokół wsi, miasta, gminy, powiatu i ich mieszkańców.

Wielu ludzi pójdzie głosować 'bo to obywatelski obowiązek'. Jasne, obowiązek. Był taki w czasach przed 1989 rokiem. Teraz politycy robią ludziom wodę z mózgu przekonując, jaki to patriotyzm głosować. Ok, ale na kogo?! Naród głosował przeciwko PiS i ma PO obniżającą podatki poprzez ich podwyższanie. Naród głosował przeciwko Kaczyńskiemu i ma prezydenta, którego nie za bardzo chce. Nie chcieli Kaczyńskiego, mają niechcianego Komorowskiego. Tak zawsze kończy się głosowanie przeciwko komuś, zamiast logicznego głosowania na kogoś. No ale 'obowiązek'. Politycy przekonują o jego rzekomym istnieniu, bo chcą by na nich głosować. Im więcej ludzi głosuje, tym więcej może zagłosować z przypadku. I głosują na pana, który ładnie się uśmiechał albo jabłka rozdawał, na pana bluzgającego na złą narodową prawicę, bo tą zawsze można skojarzyć z faszystami (faszyści niemieccy byli narodowymi socjalistami). A jeszcze na panią, co miała ładny makijaż. Co bardziej świadomi zagłosują na człowieka reprezentującego ulubioną partię - ok, w tym jest jakaś logika. Jednak ja chcę samorządowca, w tym również prezydenta, burmistrza czy wójta, który oleje wizytę kacyka partyjnego, by pospieszyć na pomoc mieszkańcom. Który wspólnie z członkiem innej partii podwinie rękawy i wspólnie zrobią coś dla ludzi, a nie po myśli macierzystej partii. Nasi samorządowcy podwijają rękawy najczęściej by walczyć, czy nawet bić się, jak to miało nie tak dawno temu miejsce w Białogardzie czy w Piaskach.

Partie wysyłają ludzi do samorządu, by budować poparcie, a nie drogi. Partie wysyłają ludzi do samorządu, by odnosić z tego korzyści dla siebie, rzadziej dawać je mieszkańcom. Jeżeli nie ma na kogo głosować, lepiej nie głosować. Lepsza niższa frekwencja niż wybrańcy z przypadku. Powinniśmy głosować dla ludzi, którzy coś robią, a nie mówią o robieniu. W ten sposób mamy u władzy partię, której wydaje się, że ludzie ją popierają. A jest inaczej: ludzie popierają tę partię ze strachu przed inną. Wybór mniejszego zła to też zło. 'Nie' powinno oznaczać zawsze 'nie'. Ale takiej opcji na kartach do głosowania w Polsce próżno szukać...

niedziela, 12 września 2010

Nie głosowałem ani na pisiarnię, ani na POpulistów. Jednak po pierwsze: pisiarnia o żółtym z nienawiści Kaczyńskim ciągle mówi 'pan premier', o zmarłym Kaczyńskim 'pan prezydent'. Ale jakoś obecni włodarze to Tusk i Komorowski. Gdzie nagle podział szacunek, 'którym należy darzyć osoby wybrane w wolnych wyborach'?!

Po drugie, skończcie już z tym gównem: politycy grają na emocjach szarego motłochu, bo myślą tylko o wyborach. Dziennikarze też wyznają różne opcje i jedni przerysowują sytuacje, inni pomijają z pozoru nieistotne fakty, które są niezwykle ważne dla innych. Co mnie obchodzi, czy autobus z nienawistnym Kaczyńskim jechał do Smoleńska za samochodem, czy samochód za rowerem?! Niech sobie w d... wsadzą te dumania.

Krzyż ma stać, leżeć, wisieć - też jest mi to obojętne, bo prawdziwy krzyż każdy nosi w sobie. Prawdziwa wiara to nie zgrzybiałe staruszki drące się na Krakowskim Przedmieściu i otumanieni młodzi ludzie popierający dom starców spod krzyża przed pałacem prezydenckim. Prawdziwa wiara to ciche cierpienie i skromność. To wiara w duchu, a nie na ścianach i placach. Prawdziwie wierzący to ci, którzy przestrzegają przykazań, a nie unoszą pięści przeciw tym, którzy myślą inaczej.

W czasach nierządów Kaczyńskich panował strach, bo wsadzali ludzi nie wiadomo za co. Teraz podatki rosną na potęgę. I co mnie kurwa obchodzi, czy Kaczyński zginął od powiewu wiatru, mgły, czy stada ptaków: niedługo nie będzie mnie stać na nic, a ten cholerny motłoch od lat udaje, że rządzi.

Na logikę, dla tych, którzy myślą, że PO maczała palce w śmierci Kaczyńskiego: tym samolotem leciało 96 osób różnych opcji politycznych, PO również. Czyli PO poświęciła swoich polityków, żeby zgładzić Kaczyńskiego? Naprawdę najlepiej będzie, byście napili się zimnej wody. Resztkę na łby sobie wylejcie.