czwartek, 27 grudnia 2007

Święto konsumpcji zakończone

Kolejne świąteczne dni za nami. I znowu, zewsząd, słychać skowyt: ‘Ojej, takie krótkie te święta...’ Inni pieją: ‘Ojej, za długie były te święta...’ – bo do Świąt Narodzenia Pańskiego dorobili sobie wolny poniedziałek, niektórzy jeszcze czwartek i piątek. Wielu rodziców bez opamiętania wydawało krocie na prezenty dla dzieci, którym świętowanie Bożego Narodzenia już niemal jednoznacznie i wyłącznie kojarzy się z nagłym napływem ogromu zabawek i słodyczy. Wiele z tych słodyczy często kończy w czerwcu w koszu, bo nie będąc w stanie ich wszystkich skonsumować nie chcemy tworzyć farmy pleśni w domach. Zresztą, część tych słodyczy nie nadaje się do jedzenia już w chwili wyprodukowania – ciekawe dlaczego wiele polskich czekolad jest tak niezjadliwych?... I dalej, niemal wszyscy biadolą: ‘Ojej, ale mi kilogramów przybyło. Te święta są takie męczące – ciągle człowiek tylko je i je...’ Hm, wielu nie je tylko, z przeproszeniem, żre bez opamiętania. A to wszystko w imię świętowania na pamiątkę narodzin Syna Najwyższego. Tylko, że on rodził się w stajence, w biedzie, w otoczeniu najzwyklejszych ludzi. Odwiedziny Malusieńkiego przez trzech królów były tylko wyrazem doniosłości tej chwili. Mimo pokłonu oddanego przez trzech mędrców (królów?), stajenka wciąż tkwiła pośrodku cichej nocy. Noc była święta, a Zbawiciel kwilił tak cichutko, że najbliższej okolicy Dobrą Nowinę zanieść musieli pastuszkowie. Nowina była dobra, bo pojawiła się oznaka nadchodzącego odkupienia, pojednania z Najwyższym. I nawet tłum, czasem chwiejący się i ziejący różnymi odorami, podczas ‘Pasterki’ nie do końca uświadamia sobie doniosłość TEGO wydarzenia dla ludzkości, a przynajmniej dla chrześcijan. Skupienie uwagi na tej doniosłości w tym roku dodatkowo utrudniło przemówienie prymasa, który w wielu zawiłych i mętnych myślach przemycanych między wierszami starał się powiedzieć, co o obecnej władzy myśli. Symbolika miejsca wygłoszenia przemówienia prymasa była wymowna – pochodzące z końca osiemnastego wieku, pierwsze fundamenty Świątyni Opatrzności Bożej. Poprzednia władza sypała groszem, potężnym groszem, na Świątynię Opatrzności Bożej. Ta świątynia zaczyna być polską wieżą Babel – zaczyna bardziej dzielić niż łączyć. Zamiast ogólnonarodowego zrywu w postaci datków na budowę, mamy ogołacanie budżetu z pieniędzy, którymi można choćby wspomóc ubogich. A tymczasem buduje się wielką budowlę ‘od narodu’, na którą jakoś naród niechętnie z własnej woli chce łożyć. Bo polski Kościół już dawno chyba zapomniał, że wiara wyraża się w codziennym postępowaniu każdego człowieka, a nie w stawianiu coraz okazalszych budowli. I to jakim kosztem... Czy Bóg naprawdę chce wielkich budowli, czy bardziej podobają się Jemu ludzie skromni i zarazem bogaci duchowo? A na prowincję zsyła się coraz częściej beznadziejnych pasterzy, którzy swoim postępowaniem dają przykład, jak nie należy postępować. Przykład idzie także ‘z góry’ – niektórym hierarchom przystoi opływanie w przepych, o wyskokach na tle seksualnym nie wspominając...
Polski kościół, niestety, zaczyna się pogrążać w hipokryzji. Jeżdżący luksusowymi autami (czasem w towarzystwie ochrony) hierarchowie, mieszkający w luksusowych rezydencjach żarliwie modlą się o poprawę doli ludzi pokrzywdzonych przez los. Pewnie Bóg i tych modlitw wysłuchuje. Uczono nas, że
Pan kocha wszystkich, nawet grzeszników. Hipokryzja i cynizm płynące z wciąż obowiązującego celibatu powodują, że obraz ale i morale Kościoła jeszcze bardziej podupadają. Więc trzeba grzmieć o zagrożeniu, o chęci zabijania Chrystusa przez niewiernych. Bo najłatwiej jednoczyć przeciw zagrożeniu. Tak się postępuje z braku pozytywnych argumentów albo z powodu nieumiejętnego ich używania. Jak można mówić o miłości do bliźniego i tolerować dyrektora radia, co ma ryja?...
Mnie święta chrześcijańskie skłaniają do zadumy. Kler wytacza w tym czasie ciężkie armaty, niczym do obrony murów Częstochowy. Ale przed kim – przed sobą samym?

środa, 7 listopada 2007

pis-tanic

Z wielu mediów, które są „skrajnie wrogie” dla odchodzącej w polityczny niebyt partii, pis-uarczycy grzmią, że wraz z odrzuceniem ich przez – rzekomo zmanipulowany – naród kończą się dobre czasy. pis-uarczycy, jak jeden mąż (poza pewną byłą blond pielęgniarką, panną zresztą...) wykrzykują coś o przeprosinach brata sfrustrowanego metra pięćdziesiąt, o rozliczaniu z obietnic, o końcu pozytywnych przemian, o nie przygotowaniu „nowych” do rządzenia...
Ech, pis-uarowi można powtórzyć to, co mówił dwa lata temu: już byli w ogródku, już trzymali gąskę za ogon, a tu nici z rządzenia. Naczelny pis-uarczyk (najwyższy trudno o nim raczej powiedzieć, by nie wzbudzać rozbawienia), zionie wściekłością, toczy pianę i nadal wymachuje tłustą łapką – niezmiennie uważam, że najbardziej brak jemu małego wąsika... Wykrzykując, że lider zwycięskiej partii był chamski, wypowiadał obelżywe opinie o półtorametrowych frustratach zadziwił chyba nawet ludzi ze swojej organizacji, nie mówiąc już o publice. Oczywiście, kampania wyborcza do łagodnych nie należała, ale po rozmowach z wieloma osobami, upewniłem się, że moje obserwacje są słuszne, a pamięć nadal pozostaje w nie najgorszym stanie. Otóż okazuje się, że jeżeli ktoś był brutalny, imał się brudnych chwytów, to z pewnością był to pis-uar. No i za to pis-urczyków należy przeprosić. A przede wszystkim prezydentuarczyka (pan z niego, niczym ze mnie Sobieski...). Szok, amok po przegranych wyborach odebrał motłochowi intelektualnemu resztkę rozumu... Ale mimo wszystko, miło jest popatrzeć na zblazowane miny braci, którzy się obrażają, bo ktoś ich nazwał braćmi. Miło patrzeć, jak pis-uarczycy rzucają obelgami na ludzi, których jeszcze kilka miesięcy temu wynosili na piedestał i stawiali za wzór. Miło słuchać, jak sfrustrowane metr pięćdziesiąt schodzącego niby-premiera najzwyklejsze w świecie negocjacje koalicyjne nazywa brakiem przygotowania do rządzenia, miotaniem się i brakiem wizji dla Polski. Hm, zapomniało kaczysko, jak z dewotem romanem i lumpen-rolnikiem endrju szarpało się, wyzywało od chamów. No taki był pis-uarowy styl rządzenia. Ciągła awantura, krzyk, wyciąganie brudów (często swoich jako cudze...). Dlaczego miło słuchać tego wszystkiego? Ponieważ wiem, że Polacy czasem się upijają (raz alkoholem, raz obietnicami wyborczymi), ale nie są głupi i szybko trzeźwieją. Trzeźwienie po ciężkim upojeniu boli. Jeżeli ktoś ten ból okrasza dodatkowo głupim gadaniem, po całkowitym wytrzeźwieniu mamy go zupełnie dosyć. Z tego właśnie się cieszę. pis-uarczycy nadal rządzą, a już sfrustrowane metr pięćdziesiąt z umysłem przeżartym żółcią nienawiści wykrzykuje swoim nienawistnym tonem, że państwo jest psute, że wracają lata dziewięćdziesiąte, że układ już opanowuje wszystko. Zdaniem tego małego rasisty i ksenofoba przyszła władza już planuje totalne zło. Przykładem na to (rzekomym, w pojęciu pis-uarczyków) jest zapowiadane ograniczenie kompetencji wojewodów na rzecz, między innymi, marszałków województw. No cóż, znowu pitbulle pis-uarowi myślą, że naród ciemny wszystko łyknie. Otóż, wiedzcie szczeniaki zaplute (dudziński i kurski), że po 1989 roku miano zerwać z centralnym sterowaniem. kaczystan polegał głównie na centralnym sterowaniu. Socjalizm z nieludzką twarzą zaczynaliście budować panowie nienawistni. A naród nie chce socjalizmu. Kapitalizmu, liberalizmu, kabotynizmu też. Naród chce tylko spokoju i dobrobytu. Naród sam wie, co robić by się jemu powodziło. I tu dochodzimy do sedna, panie mały nienawistny wodzu: władza zdecentralizowana, to również władza oddana częściowo społeczeństwu. Marszałków województw, w przeciwieństwie do wojewodów, wybiera lokalna społeczność. Wprawdzie nie bezpośrednio, a przez ludzi legitymowanych w wyborach, lecz nie przez premiera, mniej czy bardziej nawiedzonego. Ostatnio nawet chorego na nienawiść. I nie tylko na nią...
pis-uarczycy wyobrażają sobie, że wrócą do władzy dlatego nie w smak im, że mogą zastać mocno odmienione państwo. Płonne nadzieje karzełki moralne, płonne. A jeszcze za trzy lata naród przegoni kserokopię sfrustrowanego metra pięćdziesiąt z pałacu prezydenckiego. I nikt nie będzie przepraszać, dąsać się, obrażać. I nie będziemy musieli już oglądać tłustej gęby miłośnika morderstw politycznych na wielką skalę tłumaczącego, co „pan prezydent miał na myśli mówiąc to, czego i tak nikt nie słyszał”. Jak może być ministrem w kancelarii prezydenta ktoś, kto pojechał bić tłustym czołem przed Pinochetem?..
pis-uarczycy grzmią: nie ma rozłamu w partii! To wroga propaganda wrogich dziennikarzy z wrogiej prasy drukowanej we wrogich drukarniach na wrogim papierze. W dodatku czytana przez wrogie siły. Wszędzie wróg, spisek, układ... Doprowadziliście do tego, karły moralne, że wielu ludzi słysząc o zwalczaniu korupcji kojarzy je z waszymi, pożal się Boże, akcjami i... zaczyna powoli w nich kiełkować niechęć do zwalczania korupcji. Bo wmówiliście im, że jedyne metody, to wasze metody. Publiczna chłosta psychologiczna, sądzenie bez sądu... I wylewacie dziecko z kąpielą. Aż tu nagle, proszę: odeszli z zarządu pis-uarowej partii ludzie kojarzeni jeszcze do niedawna z nieprzejednanym zapleczem krzykliwego wodza. Ale to oczywiście nie żaden rozłam. „To tylko wyraz frustracji tych ludzi”. Tak, tak wściekłe oczka: wmawiaj to sobie... Oni też mają dosyć twoich dyktatorskich metod. Nawet twoi żołnierze poczuli się zniewoleni.
Oj, będzie tematów i okazji do komentowania. Twarda opozycjo... Pożal się Boże... Twarda, jak jaja kurze. Tylko stuknąć i się rozpłynie. Oby jak najszybciej!

poniedziałek, 22 października 2007

The day after

Przejrzałem sobie w Sieci notki powyborcze. Szczególną uwagę zwróciłem na poniższe słowa.

„O Boże! Młodzi poszli głosować. To jesteśmy pogrzebani”
Młodzi, niestety dla was pis-uarczycy, zaczynają być coraz bardziej świadomi. Oni myślą, obserwują, a co dla was najgorsze, wyciągają wnioski. Jeszcze gorszym dla was jest fakt, że dzisiejsi młodzi niedługo będą dorosłymi, spośród których niewielu zmieni pierwotne poglądy, a nadejdą kolejni młodzi. Dla nich mszczenie się na przeszłości (jakkolwiek historia ma wielkie znaczenie!) nie ma najmniejszego sensu. Oni chcą mieć pracę, godnie żyć, w spokoju wychowywać dzieci i nie wstydzić się w Europie, że są Polakami.

„Wieś nas olała, a Warszawa wykończyła”
Wieś was nie olała, śmieszni pis-uarczycy – wieś otrzeźwiała. Okazało się, że najlepiej wychodzi wam składanie obietnic, a nimi nie da się obsiać pola, nakarmić trzody chlewnej czy drobiu. Wieś zawsze żądała konkretów, ale nie słownych lecz w działaniu. A nawet wy, tacy odważni, prawi i sprawiedliwi, nie potrafiliście najkrótszym zdaniem wspomnieć rolnikom, że jest ich zbyt wielu, że żywności w Europie jest zbyt dużo i trzeba będzie zastanowić się na zmianą kwalifikacji lub co najmniej profilu działalności z produkcji na przetwórstwo. I pomóc w tym.

„Warszawa to hołota. Prawdziwej Warszawy już nie ma. Zginęła w Katyniu i Charkowie - krzyczała w kierunku dziennikarzy działaczka pis podczas wieczoru wyborczego w hotelu Hyatt.”
Nie lubię Warszawy, nie darzę nadmierną sympatią jej mieszkańców. Jednak po 21 października 2007 roku chylę czoła przed mądrością mieszkańców naszej stolicy. Nie dlatego, że zrobili to, czego oczekiwałem, co stało się po mojej myśli. Na co dzień często zadufani, zapatrzeni w siebie i przekonani o swojej nieomylności, warszawiacy nagle stwierdzili, że najważniejsza jest przyszłość. Władza zapatrzona w przeszłość, wygrzebująca z niej tylko i wyłącznie brud, nie jest w stanie zapewnić ludziom podążania drogą do rozwoju społeczno-ekonomicznego. Cud tylko sprawił, że kacza władza nie majstrowała przy gospodarce. Prawdopodobnie dlatego, że nie potrafiła.

Nowa władza powinna spojrzeć w niedawną przeszłość i wyciągnąć wnioski z wszystkich błędów, jakie władza popełniała przez ostatnie dwa lata. Mam nadzieję, że już nigdy nie usłyszę budzących trwogę stwierdzeń, że Trybunał Konstytucyjny jest zły, że naród ciemny wszystko łyknie, że trzeba rozliczyć wszystkich i wszystko za wszystko, że trzeba... A my, naród, chcemy tylko spokoju, dobrobytu i szans na rozwój. Acha: skończcie jeszcze z obłudnikiem, rasistą i naciągaczem rydzykiem.

Nowiutka trumna IV RP

Pierwszy raz w życiu mam ochotę tańczyć podczas pogrzebu. Chcę tupać obcasami podkutymi nadzieją na wieku trumny partii, która siała strach i zwątpienie, a kłamstwo nazwała prawdą.
Wyższa frekwencja to śmierć dla idei zemsty. Wyższa frekwencja to oznaka przebudzenia leniwych ludzi wykształconych i inteligentnych, którzy dwa lata temu okazali się zwykłymi głupcami. Dwa lata kary za głupotę to aż nadto.
Wielcy ludzie przed śmiercią wygłaszali wielkie słowa. Mężczyznę poznać ponoć po tym, jak kończy. Pokrzykiwania sfrustrowanego metra pięćdziesiąt po ogłoszeniu wstępnych wyników świadczą dobitnie o tym, że nie jest to ani człowiek wielki, ani mężczyzna. Zwykły, mściwy człowieczek o spojrzeniu wypalonym żółcią nienawiści, o ustach pokrytych pleśnią pozostawioną przez kalumnie, kłamstwa i pokrzykiwania godne małego, prostego wąsika.
Wam, Szanowni Zwycięzcy, życzę by radość zwycięstwa nie przesłoniła jego sensu, a przede wszystkim znaczenia, jakie ma ono dla tych, którzy Wam zaufali. Życzę Wam, byście nie musieli kończyć w niesławie okryci śmiesznością. Życzę Wam, by kontrola opozycji i przede wszystkim narodu była tylko czystą formalnością. Życzę by wynik kontroli przed następnymi wyborami brzmiał „Jest dobrze, sprawcie by było jeszcze lepiej”. Rozliczcie szybko poprzedników, przygotujcie dla kilku z nich wygodne cele (by nie zostać posądzonymi o okrutną zemstę) i zabierzcie się za rozwijanie tego, czego moralny karzeł nie spieprzył oraz za naprawianie tego, co zdążył zniszczyć.
Żal tylko, że szambo intelektualne, matecznik zaściankowości, zacofania i żądzy zemsty nadal będzie w Sejmie. Ale to zwycięzcy mogą wykorzystać do ostatecznego unicestwienia grupki sfrustrowanych kłamców, którym wierzy elektorat najstarszy i najgorzej wykształcony. Tak, pitbulu sfrustrowanego metra pięćdziesiąt: jeszcze ktoś łyknął wasze brednie. Jednak cztery lata to wystarczająco długi okres, by zadać kłam twierdzeniu mściwego karła – otóż białe jednak jest białe, a czarne zawsze pozostanie czarnym.
IV rzeczpospolita odeszła na emeryturę i zostanie tam aż do śmierci pamięci o niej w ludzkich umysłach. A za kilkadziesiąt lat tylko w podręcznikach do lekcji historii będzie można znaleźć krótką notkę na temat tego czasu: okres rządu ciemnoty, dzięki omamieniu intelektualnej miernoty i mściwej mniejszości umęczonego narodu. Z lubością skaczę po trumnie IV rzeczpospolitej.
Czekam na wysokość wyroków dla frontmanów mściwej inkwizycji.

P.S. Do partii z pierwszych dwóch pozycji pojedynku wyborczego: dajcie realny wybór ludziom z prowincji! Obsadzając z uporem godnym lepszej sprawy polityczne i społeczne miernoty oraz spadochroniarzy, nigdy nie będziecie mieli tutaj szerokiego poparcia. Budujecie w ten sposób poparcie lewicy, której nie lubicie. No chyba, że tak właśnie zamierzaliście. Wasza sprawa.

piątek, 19 października 2007

Nie zabierajcie nikomu dowodu

Nie mam zamiaru zabierać babci dowodu. Niech głosuje na kogo chce, to jej niezbywalne prawo. Niech jednak głosuje z przekonania, a nie z radiowego nadania. Niech nie mówi, że głosuje na pis-uar, bo Kwaśniewski w Charkowie się chwiał. Zakrawa to na schorzenie psychiczne, lecz są tacy, którzy w ten sposób argumentują wybór pis-uaru... Ale cóż, jak mawiał pewien pitbull, ciemny naród to łyknie. Przed poprzednimi wyborami łyknął. Teraz cierpi na biegunkę. I nie wie czy czarne jest czarne, czy białe.
Podobnie, jak profesor Bartoszewski marzę o tym, by o pis-uarze nikt za dwadzieścia lat nie pamiętał. Tym bardziej, że w przeciwieństwie do tego wielkiego człowieka, mam realną szansę żyć kolejnych dwadzieścia lat.
Kaczy pomiot tonie we własnych ekskrementach. W niedzielę pójdę i dłonią pomogę zanurzyć kacze łby w tym szambie. Niech pis-uar zdycha. Niech się udusi we własnych odchodach, niech tam pozostanie i zgnije. Będzie nawóz pod rozwój tłamszonej przez ostatnie dwa lata demokracji.
Gdyby jednak naród kompletnie zgłupiał i kaczy pomiot pozostanie u steru władzy, wówczas będzie czas na hasło „Zmień kraj, użyj paszportu”. Chociaż dzięki „zepsutej III RP”, w Unii nie musimy już posługiwać się paszportami.
Boże, zbaw ten kraj i oświeć naród.

piątek, 31 sierpnia 2007

pisuarowa partia zdycha...

...i dobrze, niech zdycha. Niech ją zakopią, żeby smród, który już za życia od samego początku istnienia rozsiewała nie roznosił się już więcej. Partia paranoików, ksenofobów i kłamców. Bydło, które zorganizowało sobie spęd w gdańskiej hali. Bydło, którego bydlę-przewodnik nie potrafi nawet mówić dobrze po polsku. Bo dla niego Rzeczpospolita to „Rzeczypospolita”. Jeżeli wyraz „Rzeczypospolita” określimy, jako wyraz „skrzywiony”, wówczas sfrustrowane metr pięćdziesiąt ma rację: pisuarowa partia próbowała budować coś nienormalnego, skrzywionego. Ustalanie zasad, których sami nie przestrzegają (dopuszczenie do rządu Samoobrony). Tolerowanie sekty chorych na nienawiść ludzi z radio, które ma ryja. I te wściekłe oczka, którymi sfrustrowane metr pięćdziesiąt toczy pianę.
Teraz pod szyldem absolutnych kłamstw, zamyka się usta ludziom, którzy mogą powiedzieć o całym tym brudzie, o śmierdzącym układzie tworzonym przez pis-uar, a maskowanym przy pomocy perfum w postaci populistycznych haseł w stylu „wolność, równość, niepodległość”... Rasista w koloratce obraził kobietę - kimkolwiek ona jest, szacunek należy się jej. pis-uarowa partia obraża cały naród, a co gorsza tak omamia, że ludzie w moherowym wieku są skłonni jej wierzyć.
A teraz wszyscy zaczynają nagrywać wszystkich, niemal wszyscy są w układzie, każdy jest podejrzany, a w imię sprawiedliwości dopuszcza się wielu bezeceństw. Łamanie danego słowa staje się regułą.

1. Nie będę premierem, gdy mój brat będzie prezydentem
2. Nie będzie koalicji z Samoobroną
3. Cieszę się, że będę na pierwszej linii walki z Samoobroną (J).
4. My w kolejnej kompromitacji i w otwieraniu Samoobronie drogi do władzy w Polsce uczestniczyć nie będziemy
5. Nie poprzemy nikogo z wyrokiem sądu lub przeciwko komu toczą się sprawy sądowe. To jest sprzeczne z ideałami pis
6. W-ce minister sprawiedliwości nie ścigał i nie osadzał w więzieniu działaczy opozycji w latach 70
7. Wybudujemy trzy miliony mieszkań.
8. Wprowadzimy szybko niższe podatki.
9. Wycofamy wojsko polskie z Iraku.
10. Prawie 200 km autostrad w 2006, to nasza zasługa.
11. Tylko 6 km autostrad w 2007, to wina SLD.
12. Marcinkiewicz, to premier na całą kadencje.
13. Pomożemy Stoczni (UE chce zwrotu 4 mld).
14. Zredukujemy administrację państwową.
15. W rządzie nie będzie byłych członków PZPR.
(http://wiadomosci.onet.pl/1,15,11,33577805,91249821,4048904,0,forum.html)


Diametralne zmiany poglądów również (http://www.spieprzajdziadu.com/muzeum/index.php?title=Doktorat).

Ech, sczeźnij śmieszna niby-partio złożona w większości z niby-polityków.
Czekam na uroczystości pogrzebowe IV Rzeczpospolitej.

niedziela, 22 kwietnia 2007

Dirty money, dirty tricks

Acid Drinkers, najlepsza (moim skromnym zdaniem) polska kapela grająca metal, nagrała kiedyś utwór o powyższym tytule. Mimo, że ten rodzaj muzyki uwielbiam, nie o niej chcę napisać. Chcę dokonać krótkiej analizy brudnego marketingu. Odmiany marketingu, która za cel wzięła sobie omamienie konsumentów w taki sposób, żeby wydawało im się, że czarne jest białe, a białe jest czarne. Znajome hasło, prawda? Takie brudne triki stosuje się wszędzie – nie tylko w handlu. Cel główny jest ten sam: osiągnięcie jak największego zysku, nie tylko finansowego, w sposób nie do końca uczciwy. Jednocześnie dokonuje się zabiegów, które zwiększają szansę że przedsięwzięcie będzie nosiło znamiona godziwego postępowania. Oczywiście w polityce takie zabiegi stosuje się od zarania jej istnienia, ale ja dzisiaj nie o tym. Lubicie zdrowo jeść? No to przyjrzyjcie się temu, co kupiliście sobie do zjedzenia. Etykieta krzyczy „Nie zawiera konserwantów” albo „Bez konserwantów”. I już Wam lżej na duszy: Wasze dzieci i Wy nareszcie się nie trujecie. Jecie zdrową, nieskażoną chemią żywność. No to nic bardziej błędnego. Wczytajcie się w etykietę: są tam barwniki, często identyczne z naturalnymi, jakieś polepszacze, wzmacniacze smaku i aromaty. Czyli 90% tablicy Mendelejewa. Oczywiście nikt nie twierdzi, że w jego produkcie nie ma tak zwanej chemii. Ale hasło „Bez konserwantów” działa na słabsze umysły. Dłoń sięga po hasło, nie po rzeczywistość. Z proszków do prania wyrzucono substancje najbardziej szkodliwe dla środowiska naturalnego. Wow, super! Pierzemy, ale teraz mniej szkodzimy środowisku naturalnemu. Tak, mniej: szkodzimy nadal. No, nieźle – zawsze coś. Ale cóż to: jeżeli nie chcesz, żeby Twoja pralka przestała działać, używaj nowego środka. Rekomenduje go wiele znanych firm. Czytamy etykietę: no tak, tu się zapodziało to, co szkodliwe. Ale dłoń sięga po hasło, nie po rzeczywistość. Do pralki w moim domu sypany jest od lat tylko proszek i nic jej nie jest. Kolejne kłamstwo udowodnione. Konsumujmy bardziej świadomie. Nie poddawajmy się pustym hasłom. Teraz czyści lepiej, teraz zawiera więcej, teraz działa dłużej. W większości to puste hasła. Bo na przykład, dlaczego wczoraj ważyło mniej, a dzisiaj za tę samą cenę waży więcej?.. No more dirty money and no more dirty tricks.

piątek, 20 kwietnia 2007

Wałęsa ma rację

Brat sfrustrowanego i mściwego metra pięćdziesiąt twierdzi, że jeśli ktoś jest inteligentem, to jest za lustracją (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,4075520.html). No to teraz wiem już na sto procent, że Wałęsa ma rację: mamy prezydenta durnia.

wtorek, 20 marca 2007

"Nigdy więcej nie wolno już rozmawiać z ludźmi o marnej reputacji"

Nie jestem przeciwko wam. Ale z wami nie będę nigdy. I proszę sobie nie wycierać mną swoich nienawistnych buziek. Wprawdzie wasz pitbull powiedział kiedyś, że „Ciemny naród łyknie wszystko”, nie akceptuję waszej polityki świadomie. Nie „łyknę” tego, co robicie jakkolwiek tego nie będziecie nazywali. Potrafię odróżnić nazewnictwo od stanu rzeczywistego. W waszym wykonaniu często bywa tak, że nazwa przez was użyta dotyczy czegoś zupełnie przeciwnego. Przykładem jest naprawa państwa. Nie wiem, co naprawiacie – z pewnością nie państwo. A przynajmniej nie polskie.

Nie jestem przeciwko wam, ale przeciwko waszej polityce. Wiem, trudno będzie wam pojąć tę subtelną różnicę, ponieważ niuanse naszej mowy ojczystej oraz zasady logiki (analiza zdania) są wam cokolwiek obce. Dzisiaj jeden z waszych wyznawców podczas konferencji prasowej proponował, żeby „cofnąć się wstecz”. Ponieważ wasz poziom kultury jest tak samo niski jak poczucie własnej wartości nie wymagam od was zbyt wiele. Wiem, powtarzacie sobie ciągle na głos, często przed kamerami, że jesteście fantastyczni, ale to znak iż korzystacie z efektów autosugestii (przepraszam za trudne słowo). Jednakże bierzcie częściej pod uwagę fakt, że wybrała was mniejszość, a wydaje się wam że macie prawo reprezentować cały naród. Rzeczywiście, prawo tak stanowi – dura lex, sed lex... Bierzcie jednak pod uwagę, że reprezentujecie także innych – tych którzy nie głosowali na was, bo nie akceptują głoszonej przez was nienawiści i braku poszanowania jakiejkolwiek odmienności. Jakoś tak komuną trącicie – wówczas pluralizm ideowy również nie był zjawiskiem pożądanym i mile widzianym. Jeżeli weźmiecie pod uwagę, że niestety reprezentujecie także tych którzy was nie chcą, przestaniecie przynosić mi wstyd. Wiecie, że cywilizowane narody się z was śmieją? Nie? No tak, przy takim specjaliście od spraw „niepolskich” cóż wy możecie wiedzieć...
Jeszcze jedno: jeżeli mimo wszystko próbujemy naprawiać, to już z pewnością nie „Rzeczypospolitą”, a „Rzeczpospolitą”. Odmiana przez przypadki sprawia wam tyle problemów, co spełnianie obietnic wyborczych. Jedyne, w czym wam los sprzyja to mdła opozycja i skora do niezwykle interesownej współpracy zgraja ksenofobów i nienawistnych pseudokatolików oraz grupka posiadaczy wielu wyroków gotowych na wszystko, byle tylko ochronić własne zady. Taki zespół do spraw naprawy swojej reputacji. Zespół marzeń. No tak, również popełniłem błąd – w tym przypadku niemożliwym jest naprawianie czegoś, co nie istnieje.


Hm, chciałoby się powiedzieć: spieprzajcie dziady. Nie lubię jednak cytować sfrustrowanych liliputów moralnych.

poniedziałek, 19 marca 2007

Rzeczywistość kontrolowana w imię wolności

Czytam prawie codziennie przynajmniej jeden artykuł na money.pl. Dzisiaj włos mi się na głowie zjeżył. http://www.money.pl/archiwum/wiadomosci/artykul/100,0,230500.html?p=mt

Jeżeli komuś nie chce się tam zaglądać, przytoczę fragment: ”(...) wywiad skarbowy będzie mógł kontrolować listy i paczki osób fizycznych i firm, a nawet podmieniać ich zawartość.”

No cóż, w stanie wojennym otwierano listy, rozmowy telefoniczne były podsłuchiwane. Teraz mamy demokrację, wolność słowa, wolność jednostki. Wolność naszą chroni obecnie tyle agencji wywiadu wewnętrznego i zewnętrznego, że któregoś dnia może się okazać, iż zamówiłem w sklepie internetowym aparat fotograficzny, jedna agencja podmieni mi go na narkotyki, druga narkotyki na pornografię (za którą być może w przyszłości będzie groziła odsiadka), a trzecia pornografię na aparat. Ja, niczego nieświadom, będę sobie strzelał fotki w plenerze. Ludki z pierwszej agencji dojdą do wniosku, że upłynniłem towar i kupiłem sobie aparat. Będą bacznie śledzić co zrobiłem z nadwyżką, jaka ich zdaniem powinna mi pozostać. Druga agencja pomyśli, że wobec zakazu rozpowszechniania i posiadania pornografii zarobiłem na niej i pewnie też w coś zainwestuję nadwyżkę. Dodatkowo ta druga dojdzie do wniosku, że muszę handlować pornografią i narkotykami, skoro zawartość paczki nie zrobiła mi różnicy. Z trzecią agencją może być różnie: albo chłopcy będą tak bardzo zajęci analizowaniem zawartości skonfiskowanych materiałów pornograficznych, ze zapomną o mnie na długi czas, albo będą sprawdzać, czy przypadkiem nie wykorzystam aparatu do produkcji pornografii.
Podczas przesłuchania po ewentualnym zatrzymaniu będzie mi bardzo trudno zorientować się o jakie narkotyki pytają jedni, a o jaką pornografię drudzy. Jak trzeci powiedzą, że zamienili zawartość paczki na aparat, wówczas już zupełnie stracę orientację. To znaczy jedno będę wiedział na pewno: rządzi wciąż ta sama partia dowodzona przez sfrustrowane metr pięćdziesiąt.

niedziela, 18 marca 2007

Wszyscy szukają poparcia - naród dostaje zaparcia

Radio, co zamiast głośnika ma ryja, partia mała, jak jej liderzy oraz inna partia, której lider leżąc zajmuje więcej miejsca niż inni członkowie siedząc na jednej kanapie – wszyscy oni, w ostatnim czasie, coraz bardziej rozpaczliwie szukają poparcia.


Antykapłan, który zdaje się nie znać modlitwy jakiej nauczał nas Chrystus – „...i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” – organizuje w Warszawie sabat krzykliwych staruszków, którzy są przeciwni wszystkiemu i wszystkim. Są przeciwni także życiu erotycznemu. No tu nie dziwię się im – w tym wieku łatwiej zachować wstrzemięźliwość. Nie lubię jednak, kiedy nieokrzesana hałastra wtyka swoje brudne paluchy w cudze majtki i brzuchy. Pamiętacie, jak staruszkowie protestowali przeciwko filmowi „Ksiądz”? Samo dzieło przez krytyków zostało ocenione jako co najwyżej przeciętne. Jednakże darmowa reklama krzykliwych staruszków napędziła całkiem sporą widownię. W jakimś programie informacyjnym widziałem odpowiedź (oczywiście wykrzyczaną, bo staruszkowie już chyba samych siebie nie słyszą...) zadaną starszej pani. „Czy widziała pani ten film?” Odpowiedź brzmiała „Nie!”. Przyznacie, że to dziwne podejście do sprawy. Uważam, że radyjo poza oczywistymi pozytywami (msze, modlitwy dla osób starszych i chorych, które nie mogą chodzić do kościoła), bardzo często sieje nienawiść. Ale sądzę tak, ponieważ co pewien czas słucham tej rozgłośni. W zeszłym roku, poza mszami, modlitwami i sianiem nienawiści (zwłaszcza przez dzwoniącego podczas audycji szefa), można było wysłuchać nawet ciekawych audycji. Ale tak, jak mówi się, że mała plamka na białej koszuli powoduje, że jest ona brudna, tak dobre audycje w tej rozgłośni to taki maleńki czysty obszar na koszuli. Reszta jest już doszczętnie zabrudzona. Ale w trakcie takiej ciekawej audycji zadzwonił szef i zbeształ prowadzących biadoląc, że nie można takich rzeczy opowiadać na antenie... Jak powiedziałby Zulu-Gula „Polska jest dziwny kraj, kraj od kontrastów”. No tak – przyjmując szyld miłości głosić nienawiść. Trudno o większy kontrast.


Sfrustrowane metr pięćdziesiąt skrzyknęło kilka tysięcy członków swojej partyjki, żeby ćwiczyć przed nimi autosugestię: „jest dobrze, jest dobrze, jest dobrze!” Hm, liczba tych, którzy ulegają takiej sugestii, na szczęście dla umęczonego narodu, spada. Nawet radyjo zaczęło się wypinać na sfrustrowane metr pięćdziesiąt. Nie będzie trasy Toruń-Warszawa – za karę!
Sfrustrowane półtora metra posuwa się już nawet do straszenia Trybunału Konstytucyjnego. Nawet „swój” prezes TK pokazał, że prawo jest prawem i polityczne interesy w krótkich majteczkach nie powinny być mieszane z tak zwaną, dobrze pojmowaną sprawiedliwością. I z prawem.

Kilka lat temu nie przypuszczałbym, że napiszę coś takiego: lubię posła Niesiołowskiego. Panie pośle, wypowiada Pan myśli coraz większej części narodu. Nawet polubiłem Pana!


Na temat partii, której poparcie jest zaledwie teoretyczne, nie będę pisał zbyt wiele. Nawet Partia krasnoludków i gamoni w niektórych sondażach (wybory na prezydenta Warszawy to najbardziej miarodajny sondaż!) góruje nad tą kanapową, osieroconą przez ojca z radyja, partią ludzi wierzących, że ludzie i dinozaury żyli w jednym czasie. No cóż, pewnie ci panowie zdali maturę amnestyjną.


Boże broń ten kraj przed chorym państwem!..

sobota, 17 marca 2007

Ostatni będą pierwszymi...

Pewna przedziwna, prześmieszna i budząca trwogę treścią wypowiedzi swoich członków partia wzięła sobie bardzo mocno do serca wyczytaną w Piśmie Świętym myśl, że pierwsi będą ostatnimi, a ostatni pierwszymi.
Posiadając mikroskopijne, statystycznie pomijalne poparcie, członkom tej partii wydaje się, że mają prawo do zmieniania wszystkiego w naszym umęczonym kraju. Nawet Konstytucji...

Największa podróż zaczyna się od pierwszego kroku

Wiem, bloguje już tylu ludzi, że kolejny blog może tylko nudzić. Jeżeli zatem ten blog, dla Ciebie Szanowny Czytający, będzie nudny, wybacz. Nie czytaj. Jednakże rzeczywistość jest na tyle ciekawa, a ja mam tyle przemyśleń na jej temat, że postanowiłem je zapisywać.

W tym miejscu będę komentował to, co się w świecie dzieje. Zapraszam do czytania i komentowania.