środa, 7 listopada 2007

pis-tanic

Z wielu mediów, które są „skrajnie wrogie” dla odchodzącej w polityczny niebyt partii, pis-uarczycy grzmią, że wraz z odrzuceniem ich przez – rzekomo zmanipulowany – naród kończą się dobre czasy. pis-uarczycy, jak jeden mąż (poza pewną byłą blond pielęgniarką, panną zresztą...) wykrzykują coś o przeprosinach brata sfrustrowanego metra pięćdziesiąt, o rozliczaniu z obietnic, o końcu pozytywnych przemian, o nie przygotowaniu „nowych” do rządzenia...
Ech, pis-uarowi można powtórzyć to, co mówił dwa lata temu: już byli w ogródku, już trzymali gąskę za ogon, a tu nici z rządzenia. Naczelny pis-uarczyk (najwyższy trudno o nim raczej powiedzieć, by nie wzbudzać rozbawienia), zionie wściekłością, toczy pianę i nadal wymachuje tłustą łapką – niezmiennie uważam, że najbardziej brak jemu małego wąsika... Wykrzykując, że lider zwycięskiej partii był chamski, wypowiadał obelżywe opinie o półtorametrowych frustratach zadziwił chyba nawet ludzi ze swojej organizacji, nie mówiąc już o publice. Oczywiście, kampania wyborcza do łagodnych nie należała, ale po rozmowach z wieloma osobami, upewniłem się, że moje obserwacje są słuszne, a pamięć nadal pozostaje w nie najgorszym stanie. Otóż okazuje się, że jeżeli ktoś był brutalny, imał się brudnych chwytów, to z pewnością był to pis-uar. No i za to pis-urczyków należy przeprosić. A przede wszystkim prezydentuarczyka (pan z niego, niczym ze mnie Sobieski...). Szok, amok po przegranych wyborach odebrał motłochowi intelektualnemu resztkę rozumu... Ale mimo wszystko, miło jest popatrzeć na zblazowane miny braci, którzy się obrażają, bo ktoś ich nazwał braćmi. Miło patrzeć, jak pis-uarczycy rzucają obelgami na ludzi, których jeszcze kilka miesięcy temu wynosili na piedestał i stawiali za wzór. Miło słuchać, jak sfrustrowane metr pięćdziesiąt schodzącego niby-premiera najzwyklejsze w świecie negocjacje koalicyjne nazywa brakiem przygotowania do rządzenia, miotaniem się i brakiem wizji dla Polski. Hm, zapomniało kaczysko, jak z dewotem romanem i lumpen-rolnikiem endrju szarpało się, wyzywało od chamów. No taki był pis-uarowy styl rządzenia. Ciągła awantura, krzyk, wyciąganie brudów (często swoich jako cudze...). Dlaczego miło słuchać tego wszystkiego? Ponieważ wiem, że Polacy czasem się upijają (raz alkoholem, raz obietnicami wyborczymi), ale nie są głupi i szybko trzeźwieją. Trzeźwienie po ciężkim upojeniu boli. Jeżeli ktoś ten ból okrasza dodatkowo głupim gadaniem, po całkowitym wytrzeźwieniu mamy go zupełnie dosyć. Z tego właśnie się cieszę. pis-uarczycy nadal rządzą, a już sfrustrowane metr pięćdziesiąt z umysłem przeżartym żółcią nienawiści wykrzykuje swoim nienawistnym tonem, że państwo jest psute, że wracają lata dziewięćdziesiąte, że układ już opanowuje wszystko. Zdaniem tego małego rasisty i ksenofoba przyszła władza już planuje totalne zło. Przykładem na to (rzekomym, w pojęciu pis-uarczyków) jest zapowiadane ograniczenie kompetencji wojewodów na rzecz, między innymi, marszałków województw. No cóż, znowu pitbulle pis-uarowi myślą, że naród ciemny wszystko łyknie. Otóż, wiedzcie szczeniaki zaplute (dudziński i kurski), że po 1989 roku miano zerwać z centralnym sterowaniem. kaczystan polegał głównie na centralnym sterowaniu. Socjalizm z nieludzką twarzą zaczynaliście budować panowie nienawistni. A naród nie chce socjalizmu. Kapitalizmu, liberalizmu, kabotynizmu też. Naród chce tylko spokoju i dobrobytu. Naród sam wie, co robić by się jemu powodziło. I tu dochodzimy do sedna, panie mały nienawistny wodzu: władza zdecentralizowana, to również władza oddana częściowo społeczeństwu. Marszałków województw, w przeciwieństwie do wojewodów, wybiera lokalna społeczność. Wprawdzie nie bezpośrednio, a przez ludzi legitymowanych w wyborach, lecz nie przez premiera, mniej czy bardziej nawiedzonego. Ostatnio nawet chorego na nienawiść. I nie tylko na nią...
pis-uarczycy wyobrażają sobie, że wrócą do władzy dlatego nie w smak im, że mogą zastać mocno odmienione państwo. Płonne nadzieje karzełki moralne, płonne. A jeszcze za trzy lata naród przegoni kserokopię sfrustrowanego metra pięćdziesiąt z pałacu prezydenckiego. I nikt nie będzie przepraszać, dąsać się, obrażać. I nie będziemy musieli już oglądać tłustej gęby miłośnika morderstw politycznych na wielką skalę tłumaczącego, co „pan prezydent miał na myśli mówiąc to, czego i tak nikt nie słyszał”. Jak może być ministrem w kancelarii prezydenta ktoś, kto pojechał bić tłustym czołem przed Pinochetem?..
pis-uarczycy grzmią: nie ma rozłamu w partii! To wroga propaganda wrogich dziennikarzy z wrogiej prasy drukowanej we wrogich drukarniach na wrogim papierze. W dodatku czytana przez wrogie siły. Wszędzie wróg, spisek, układ... Doprowadziliście do tego, karły moralne, że wielu ludzi słysząc o zwalczaniu korupcji kojarzy je z waszymi, pożal się Boże, akcjami i... zaczyna powoli w nich kiełkować niechęć do zwalczania korupcji. Bo wmówiliście im, że jedyne metody, to wasze metody. Publiczna chłosta psychologiczna, sądzenie bez sądu... I wylewacie dziecko z kąpielą. Aż tu nagle, proszę: odeszli z zarządu pis-uarowej partii ludzie kojarzeni jeszcze do niedawna z nieprzejednanym zapleczem krzykliwego wodza. Ale to oczywiście nie żaden rozłam. „To tylko wyraz frustracji tych ludzi”. Tak, tak wściekłe oczka: wmawiaj to sobie... Oni też mają dosyć twoich dyktatorskich metod. Nawet twoi żołnierze poczuli się zniewoleni.
Oj, będzie tematów i okazji do komentowania. Twarda opozycjo... Pożal się Boże... Twarda, jak jaja kurze. Tylko stuknąć i się rozpłynie. Oby jak najszybciej!