czwartek, 27 grudnia 2007

Święto konsumpcji zakończone

Kolejne świąteczne dni za nami. I znowu, zewsząd, słychać skowyt: ‘Ojej, takie krótkie te święta...’ Inni pieją: ‘Ojej, za długie były te święta...’ – bo do Świąt Narodzenia Pańskiego dorobili sobie wolny poniedziałek, niektórzy jeszcze czwartek i piątek. Wielu rodziców bez opamiętania wydawało krocie na prezenty dla dzieci, którym świętowanie Bożego Narodzenia już niemal jednoznacznie i wyłącznie kojarzy się z nagłym napływem ogromu zabawek i słodyczy. Wiele z tych słodyczy często kończy w czerwcu w koszu, bo nie będąc w stanie ich wszystkich skonsumować nie chcemy tworzyć farmy pleśni w domach. Zresztą, część tych słodyczy nie nadaje się do jedzenia już w chwili wyprodukowania – ciekawe dlaczego wiele polskich czekolad jest tak niezjadliwych?... I dalej, niemal wszyscy biadolą: ‘Ojej, ale mi kilogramów przybyło. Te święta są takie męczące – ciągle człowiek tylko je i je...’ Hm, wielu nie je tylko, z przeproszeniem, żre bez opamiętania. A to wszystko w imię świętowania na pamiątkę narodzin Syna Najwyższego. Tylko, że on rodził się w stajence, w biedzie, w otoczeniu najzwyklejszych ludzi. Odwiedziny Malusieńkiego przez trzech królów były tylko wyrazem doniosłości tej chwili. Mimo pokłonu oddanego przez trzech mędrców (królów?), stajenka wciąż tkwiła pośrodku cichej nocy. Noc była święta, a Zbawiciel kwilił tak cichutko, że najbliższej okolicy Dobrą Nowinę zanieść musieli pastuszkowie. Nowina była dobra, bo pojawiła się oznaka nadchodzącego odkupienia, pojednania z Najwyższym. I nawet tłum, czasem chwiejący się i ziejący różnymi odorami, podczas ‘Pasterki’ nie do końca uświadamia sobie doniosłość TEGO wydarzenia dla ludzkości, a przynajmniej dla chrześcijan. Skupienie uwagi na tej doniosłości w tym roku dodatkowo utrudniło przemówienie prymasa, który w wielu zawiłych i mętnych myślach przemycanych między wierszami starał się powiedzieć, co o obecnej władzy myśli. Symbolika miejsca wygłoszenia przemówienia prymasa była wymowna – pochodzące z końca osiemnastego wieku, pierwsze fundamenty Świątyni Opatrzności Bożej. Poprzednia władza sypała groszem, potężnym groszem, na Świątynię Opatrzności Bożej. Ta świątynia zaczyna być polską wieżą Babel – zaczyna bardziej dzielić niż łączyć. Zamiast ogólnonarodowego zrywu w postaci datków na budowę, mamy ogołacanie budżetu z pieniędzy, którymi można choćby wspomóc ubogich. A tymczasem buduje się wielką budowlę ‘od narodu’, na którą jakoś naród niechętnie z własnej woli chce łożyć. Bo polski Kościół już dawno chyba zapomniał, że wiara wyraża się w codziennym postępowaniu każdego człowieka, a nie w stawianiu coraz okazalszych budowli. I to jakim kosztem... Czy Bóg naprawdę chce wielkich budowli, czy bardziej podobają się Jemu ludzie skromni i zarazem bogaci duchowo? A na prowincję zsyła się coraz częściej beznadziejnych pasterzy, którzy swoim postępowaniem dają przykład, jak nie należy postępować. Przykład idzie także ‘z góry’ – niektórym hierarchom przystoi opływanie w przepych, o wyskokach na tle seksualnym nie wspominając...
Polski kościół, niestety, zaczyna się pogrążać w hipokryzji. Jeżdżący luksusowymi autami (czasem w towarzystwie ochrony) hierarchowie, mieszkający w luksusowych rezydencjach żarliwie modlą się o poprawę doli ludzi pokrzywdzonych przez los. Pewnie Bóg i tych modlitw wysłuchuje. Uczono nas, że
Pan kocha wszystkich, nawet grzeszników. Hipokryzja i cynizm płynące z wciąż obowiązującego celibatu powodują, że obraz ale i morale Kościoła jeszcze bardziej podupadają. Więc trzeba grzmieć o zagrożeniu, o chęci zabijania Chrystusa przez niewiernych. Bo najłatwiej jednoczyć przeciw zagrożeniu. Tak się postępuje z braku pozytywnych argumentów albo z powodu nieumiejętnego ich używania. Jak można mówić o miłości do bliźniego i tolerować dyrektora radia, co ma ryja?...
Mnie święta chrześcijańskie skłaniają do zadumy. Kler wytacza w tym czasie ciężkie armaty, niczym do obrony murów Częstochowy. Ale przed kim – przed sobą samym?

Brak komentarzy: