piątek, 18 lipca 2008

Przegląd chorób umysłowych

jaruś stworek-kaczorek stwierdził 17 lipca 2008 w państwowej stacji radiowej, co następuje: ‘Nie możemy sprowadzać polskiego życia publicznego do rynsztoka, a dziennikarze TVN-u nie tylko na to pozwalają, ale wręcz się do tego przyłączają’.
(http://www.TVN24.pl/12690,1557611,0,1,nie-pozwolimy-sprowadzac-zycia-publicznego-do-rynsztoka,wiadomosc.html)

No cóż, pis-uarku zakłamany, zaczynasz kojarzyć, że dzwonią, masz tylko problem z lokalizacją miejsca, w którym dzwonią. Pomogę: ten rynsztok to wy pis-uarki. Ale przebywacie w nim tak długo, że nie czujecie specyficznego zapaszku absurdu i zakłamania. Absurdu tworzonego przez was i waszego zakłamania. Paweł Zalewski, jako jeden spośród nielicznych, w porę zorientował się gdzie pis-uarek się znajduje i podziękował za towarzystwo. A że jest to człowiek niezwykłej wiedzy i o niespotykanej na naszej scenie politycznej kulturze pasował do pis-uarka, jak świni dzwonek.
Cieszy jednak pierwsza pozytywna inicjatywa pis-uarka, biję więc brawo! Całkowita racja: po co tworzyć rynsztok? Niech rynsztok nie przychodzi sobie do TVN. Niech najlepiej nie przychodzi do żadnej telewizji. No, ulubione towarzystwo pis-uarków i ich betonowy elektorat to moherki. Sekta skupiona wokół siewcy nienawiści niejakiego pana rydzyka. Ten rydzyk, jest na honorze Polaków niczym pleśń na ścianie za piękną dębową szafą.
Wracając do pis-uarków – 16 lipca 2008 w TVN24 nie pojawili się, mimo zapowiedzi, putra i Poncyliusz. Poncyliusz zapewne bał się konsekwencji sprzeciwu wobec jedynie słusznej linii sfrustrowanego metra pięćdziesiąt, ale puterek to typowy beton partyjny, który nie potrafi mówić niczego sensownego poza stekiem bzdur nie mającym pokrycia w rzeczywistości.
Ale nic to, pis-uarki nie wiedzą chyba, jak potężny wpływ na umysły ludzi mają media. Zgodnie z amerykańskim porzekadłem, nie jest ważne co o nas mówią/piszą – ważne żeby w ogóle mówili/pisali. Skoro pis-uarki same zdecydowały (tak, wiem: to wódz zadecydował, ale u nich jak wódz puści bąka, pozostali członkowie zaczynają brzydko pachnieć) nie pokazywać się w mediach, tak opiniotwórczych jak TVN, jest jeszcze większa szansa, że naród zapomni, kto to jest kaczorek czy inna putra na karcie do głosowania. Na TVN większe prawo ma obrazić się choćby SLD, którego członków bezustannie tępi niejaka redaktor Pochanke, której Bóg jeden raczy wiedzieć dlaczego, przyznawano telekamery, czy inne nagrody. Pani Pochanke nie potrafi wysłuchać nawet połowy zdania sld-owca, jednocześnie wsłuchując się w słowotok pis-uarków niczym świnia w grzmot. Ale nie o niej rzecz. Wracając do grzmotu, jest szansa, że grzmotną notowania pis-uarka. Bo wykrzykiwanie, że nadciąga potop i ‘szatani’ zawładnęli Polską, może być wysłuchane tylko podczas spędów sekty pana rydzyka. A fanów rydzyka jest coraz mniej. Szkoda tylko, że spędy sekty są organizowane w tak uświęconym i związanym z polską historią miejscu, jakim jest Jasna Góra. Ale cóż, polski Kościół regularnie strzela sobie a to w stopę, a to w kolano i zapomina, że bez wiernych nawet na tacę nie zbiorą, o krzewieniu i umacnianiu wiary nie wspominając. Bo ciągłe głoszenie, że wiara jest zagrożona trafia już chyba tylko do fanów rydzykowej sekty. Również uważam, że wiara jest zagrożona. I to bardzo. Przez kler lekceważący zasady, których każe przestrzegać swoim owieczkom. Przez kler, który za nic ma godność dzieci i narzucony sobie celibat. Przez kler, który nakazuje wiernym skromność, a sam pławi się w luksusach i nie potrafi ukarać za złe czyny swoich współbraci. Jedyną karą, wśród nich, za pedofilię jest przeniesienie do innej parafii. O księżach, którzy współpracowali z bezpieką nie można mówić, bo to krzywdzi Kościół. Wierni, niestety dla hierarchów, są coraz bardziej świadomi. I nie lubią być pouczani o konieczności uczciwego życia, podczas gdy wiedzą, że ksiądz jeździ nowiutkim samochodem za ciężkie pieniądze i baluje z kobietami, za nic mając reguły rządzące stanem duchownym.
Do fanów tak zepsutego Kościoła odwołuje się pis-uarek. Wzajemnie podzielane i podsycane poczucie zagrożenia obydwu instytucji powoduje, że zapomniano tam już dawno o jakie zagrożenie chodzi powodując jednocześnie coraz większe oddalenie od rzeczywistości, od ludzi. Kościół nieco wolniej niż pis-uarek, ale też zaczyna zamykać się sam w sobie i bazuje jeszcze na bogobojności Polaków.
Bogobojność, która jednoczyła tak bardzo naród jest jednak trwoniona. Kościół zdaje się tego nie zauważać albo udaje, że nie zauważa. Jednak, kiedy przestanie udawać może być stanowczo zbyt późno na jakąkolwiek reakcję. Straszenie, że wiara jest – rzekomo – zagrożona nie jest najlepszym pomysłem. Ludzi trzeba zachęcać, a nie straszyć. Wszystko ulega unowocześnieniu – również bogobojność.
Podobnie straszy pis-uarek, że jest źle, że katastrofa i setki nieszczęść na naród już spadły. Jednak wychodzimy z kościoła, wychodzimy z domu i nagle stwierdzamy, że przecież nie jest tak źle! Diabły po ulicy nie hasają, ludzie chodzą uśmiechnięci, kochają się, zarabiają coraz lepiej, otoczenie jest jakieś takie coraz bardziej zadbane, czyste. I gdzie te nieszczęścia? Nawet Skrzypek, były pis-uarek w Narodowym Banku Polskim, twierdzi że jest lepiej. Wprawdzie starym partyjnym zwyczajem sobie przypisuje polepszenie sytuacji w kraju, ale ważne, że w ogóle zauważa poprawę. A naród coraz mądrzejszy jest, więc przyjmuje informację, że jest lepiej, a dzięki komu, sam rozsądzi. I w większości dziedzin jest lepiej dzięki niemu samemu – pracowitość zawsze popłacała.
Hasłem ostatnich dni jest cytat z ministra Sikorskiego: „Można być prezydentem, ale można też być chamem.” Trudno się nie zgodzić. kaczorek z pałacu toczy pianę, bo de facto nie prawie żadnego wpływu na politykę zagraniczną – jak już czymś się zajmie, wynikają z tego same problemy (vide pofotygowanie fotygi do USA w sprawie rozmów o tarczy). kaczorek z pałacu, mimo iż jest prawnikiem, trochę kręci polski system parlamentarno-gabinetowy z systemem prezydenckim w USA i wydaje się jemu, że może podejmować decyzje o podobnej wadze, co Bush. Zresztą jeden i drugi przejawiają podobny iloraz inteligencji. Z lekką przewagą Busha.
Wielce dziwi mnie fakt, iż w ostatnim czasie kaczorek z pałacu nie obraził się na nikogo. Za to jego partia (na zawsze zostanie pis-uarczykiem, w dodatku na smyczy braciszka) obraziła się. A historia tego obrażenia się i otoczka są bardzo ciekawe, bo dowodzą kolejny raz bezinteresownej nienawiści (kogoś trzeba obciążyć swoją porażką...) małego wodzunia. The Wall Street Journal oraz TVN CNBC Biznes wspólnie organizują i prowadzą program Ring. Żeby się nie rozwodzić, polecam ten artykuł – jest krótki i wiele wyjaśnia. http://www.dziennik.pl/opinie/article209718/Piasecki_To_przeze_mnie_PiS_bojkotuje_TVN.html.
Wredni redaktorzy stwierdzili, że do dyskusji o prywatyzacji bardziej niż pis-uarek suski nadaje się były minister skarbu Jacek Socha. Oczywiście pis-uarek na wszelkie sposoby został powiadomiony i przeproszony za zmianę decyzji. Ale jareczek podchwycił pomysł, nie do końca rzecz przemyślał i palnął niczym niewypał... Ale nic to: znowu dzięki pis-uarkowi jest śmieszniej. Znowu nienawistna gęba szefa pis-uaru pluje w kamery, a TVN oszczędza sprzęt, bo musi filmować z daleka...
A nikt na razie nie podchwycił innego tematu związanego z pis-uarkiem. Kiedyś nienawistny jareczek oskarżał PO o współpracę z ‘postkomunistami z SLD’. Formacja ta już dawno rozmieniła się na drobne, zgłupiała do reszty, ale kilka głosów w Sejmie ma. No i pamiętnego 17 lipca 2008 roku kaczorek z pałacyku KILKA godzin rozmawiał z fanem Zapatero, szefem SLD Napieralskim. Ojej, pis-uarek układa się z postkomunistami! Straszne!..
Napieralski liczy pewnie na coś w rodzaju wybuchu bomby (oby nie w sensie dosłownym!), który wyniesie go na szczyt sceny politycznej, jak jego idola wyniosły zamachy z 11 marca 2004 w Madrycie. Tylko dlaczego jeszcze nikt z pis-uarków nie krzyczy, że kaczorek z pałacu układa się z postkomunistami?.. Jasne, biznes to biznes... Ciekawe, kiedy zaczną snuć wspólne plany (wzorem Zapatero) nadania praw obywatelskich małpom? Kilku pis-uarkom przydałyby się. I jeszcze mogliby powalczyć o konstytucyjny zakaz fotografowania polityków w zbyt agresywnych pozach. Tylko, jak wówczas jarusia fotografować? Przecież on bez przerwy pluje żółcią i grzmi z zacięciem gpdnym wodza z małym wąsikiem. Proponuję fragmenty jego wściekłej gęby (zwłaszcza usta) przesłaniać czarnym paskiem. Będzie lepiej.
Ech, wakacje już w pełni. Czekam na aferę w rodzaju ‘A jaruś opalał się z byłą pielęgniarką na plaży.’ Oboje topless – w przypadku jarusia widok byłby zapewne ohydny...
A po wakacjach, na poważnie, proponuję rozliczyć kaczą brać z wszystkich afer finansowych, w jakie są zamieszane te potworki. Może kaczorkowi z pałacu jakieś leczenie główki w między czasie naród sprezentuje? Ministra Spraw Zagranicznych traktować, jak przestępcę – to trzeba mieć zmiany w mózgu. Bardzo poważne

wtorek, 18 marca 2008

pisuarowa choroba

‘Nasz’ – znaczy polski, bo ja na to indywiduum nie głosowałem – pożal się Boże prezydent, otoczony pożal się Boże inteligentami (półinteligentów nie obrażę, bo prezentują wyższy poziom) znowu się obraża, dąsa, miesza – krótko rzecz ujmując robi wszystko, żeby wykazać jaka ta nowa władza zła.
Na tę władzę nie głosowałem, ale liczę na nią. Tylko, że ona taka straszna... Pożal się Boże prezydentowi rozkopuje ulicę, przez co limuzyny są całe ubłocone, a kierowcy służbowi pałacu namiestnikowskiego musieli się nauczyć gwałtowniejszych manewrów podczas zjeżdżania z ulicy na plac... Władza nie powiadamia o katastrofie samolotu wojskowego czym według sfotygowanej właścicielki spojrzenia wołającego o rozum naraża naszego najniższego najwyższego na atak terrorystyczny. W tym przypadku chyba tylko Talibów ukrywających się w Klewkach...

Obecna władza zniecierpliwiona opieszałością pożal się Boże prezydenta, powołuje szefów służb specjalnych – gdyby uległa opieszałości pożal się Boże prezydenta wściekłe ryjki pisuarowej partyjki plułyby żółcią w kamery, że chaos w polskich służbach specjalnych postępuje, a władza z niczym sobie nie radzi. No niestety poradziła sobie i z tą intrygą kancelaryjki pałacyku namiestnikowskiego. Jest szansa, że na nowo montowane służby zapobiegną dalszym skutkom katastrofalnej niekompetencji macierewicza, którego nawet partyjni koledzy, nie wiedzieć czemu, nazywają maciarewiczem. Ale taka to partyjka – nieważne komu, ważne żeby przyłożyć. Tenże macierewicz wielokrotnie już udowodnił, że potrafi rzucać oskarżenia we wszystkie strony i zawsze kończy się to śmiesznością, a w gorszym razie przegranym przez niego procesem. Ale pisuarki wierzą w jego obstrukcje pseudointelektualne, jak Lepper w Talibów, którzy wylądowali w Klewkach. Jestem przekonany, że dzięki pisuarko-potworkom w skali pomiaru IQ zostaną wprowadzone wartości ujemne.

Politycy partii innych niż pisuar często dziwią się dlaczego pisuarki opowiadają znowu wierutne bzdury, kłamią i są przy tym święcie przekonani, że mają rację. Mechanizm, choć wygląda na skomplikowany, jest w istocie prosty. Wszystko oczywiście zaczyna się od sfrustrowanego metra pięćdziesiąt, który psim swędem na kartach naszej historii zapisał się jako premier. Dodam, używając jego własnej nomenklatury, że jako łże-premier. Otóż łże-premier wymyślił, że Traktat Lizboński jest zły, zagraża narodowi, majątkowi Polaków, jest zagrożeniem dla własności ziemi i niesie z sobą wiele innych niebezpieczeństw. Ponieważ całkiem niedawno łże-premier deklarował miłość do inteligencji, warto odnotować, co ta inteligencja stwierdziła. Krytykowanie traktatu wynegocjowanego przez pożal się Boże prezydenta pod dyktando brata łże-premiera i przy asyście właścicielki spojrzenia błagającego o rozum, inteligencja określiła jak kompletną kompromitację i skrajną śmieszność. No bo jak inaczej można skomentować zajadłą krytykę i straszenie ‘ciemnego ludu, który wszystko kupi’ (klasyk kurski tak kiedyś chlapnął przy ‘słynnym’ Lisie, którego już coraz mniej ludzi ogląda), skutkami czegoś, do czego samemu przyłożyło się rękę?.. Wyjaśnienie mechanizmu horrendalnej retoryki kaczych braciszków jest takie, że ślepo krytykują wszystko, co robi obecna władza. Nawet jeżeli jest to kontynuacja lub konsekwencja działań poprzedniej władzy. Klasyk kurski stwierdził nawet w ‘niedobrej niemieckiej’ telewizji TVN, że ‘Jarosław Kaczyński to wybitny intelekt i wie, że 80 procent społeczeństwa popiera Unię Europejską, ale tu chodzi o inne wartości. Uchwały można sobie powiesić na gwoździu. Lizbona – tak, wypaczenia – nie.’ No cóż, widać że pisuarczycy pochodzą chyba z Saturna: tam wszystko jest rzadsze, nawet inteligencja.

Pożal się Boże prezydent przebił wszystkich: puścił sobie muzyczkę z serialu ‘Polskie drogi’, pokazał mapę Polski pomazaną na czarno i straszył, że Traktat Lizboński, jeżeli nie zostanie ratyfikowany z użyciem preambuły, wówczas na Polskę spadną wszystkie plagi egipskie. Hm, znowu było dyktowanie przez telefon... Pożal się Boże orędzie zostało źle przygotowane. Primo, należało użyć ballady z serialu ‘Czterech pancernych i pies’. Secundo, należało przemawiającego przyodziać w zbroję rycerską albo przynajmniej w strój kosyniera z Insurekcji Kościuszkowskiej, który mniej kojarzy się z zakutym łbem. Tertio, należało rzecz całą nadać w porze dobranocki – przynajmniej dzieci dowiedziałyby się, jak mądra była ta część ludu, który podczas wyborów prezydenckich zamiast zacnych trunków – w małych ilościach oczywiście! – łykał przemówienia pisuarczyków...
A wszystko przez to, że łże-premier nie potrafi znieść, iż naród odwrócił się do niego częścią, po której niedawno był kopany. Odwrócił się i ku jego rozżaleniu we wszystkich badaniach opinii zwrócił się ku obecnej władzy. Ostatnią jego nadzieją są topniejące legiony rydzyka. Legiony te boją się Niemców, boją się też odmienności zachowań, odmienności kulturowej. No więc nie bacząc na kompletną kompromitację, łże-premier krytykuje to, co sam kiedyś dumnie nazwał wielkim sukcesem. Swoim sukcesem.