wtorek, 18 marca 2008

pisuarowa choroba

‘Nasz’ – znaczy polski, bo ja na to indywiduum nie głosowałem – pożal się Boże prezydent, otoczony pożal się Boże inteligentami (półinteligentów nie obrażę, bo prezentują wyższy poziom) znowu się obraża, dąsa, miesza – krótko rzecz ujmując robi wszystko, żeby wykazać jaka ta nowa władza zła.
Na tę władzę nie głosowałem, ale liczę na nią. Tylko, że ona taka straszna... Pożal się Boże prezydentowi rozkopuje ulicę, przez co limuzyny są całe ubłocone, a kierowcy służbowi pałacu namiestnikowskiego musieli się nauczyć gwałtowniejszych manewrów podczas zjeżdżania z ulicy na plac... Władza nie powiadamia o katastrofie samolotu wojskowego czym według sfotygowanej właścicielki spojrzenia wołającego o rozum naraża naszego najniższego najwyższego na atak terrorystyczny. W tym przypadku chyba tylko Talibów ukrywających się w Klewkach...

Obecna władza zniecierpliwiona opieszałością pożal się Boże prezydenta, powołuje szefów służb specjalnych – gdyby uległa opieszałości pożal się Boże prezydenta wściekłe ryjki pisuarowej partyjki plułyby żółcią w kamery, że chaos w polskich służbach specjalnych postępuje, a władza z niczym sobie nie radzi. No niestety poradziła sobie i z tą intrygą kancelaryjki pałacyku namiestnikowskiego. Jest szansa, że na nowo montowane służby zapobiegną dalszym skutkom katastrofalnej niekompetencji macierewicza, którego nawet partyjni koledzy, nie wiedzieć czemu, nazywają maciarewiczem. Ale taka to partyjka – nieważne komu, ważne żeby przyłożyć. Tenże macierewicz wielokrotnie już udowodnił, że potrafi rzucać oskarżenia we wszystkie strony i zawsze kończy się to śmiesznością, a w gorszym razie przegranym przez niego procesem. Ale pisuarki wierzą w jego obstrukcje pseudointelektualne, jak Lepper w Talibów, którzy wylądowali w Klewkach. Jestem przekonany, że dzięki pisuarko-potworkom w skali pomiaru IQ zostaną wprowadzone wartości ujemne.

Politycy partii innych niż pisuar często dziwią się dlaczego pisuarki opowiadają znowu wierutne bzdury, kłamią i są przy tym święcie przekonani, że mają rację. Mechanizm, choć wygląda na skomplikowany, jest w istocie prosty. Wszystko oczywiście zaczyna się od sfrustrowanego metra pięćdziesiąt, który psim swędem na kartach naszej historii zapisał się jako premier. Dodam, używając jego własnej nomenklatury, że jako łże-premier. Otóż łże-premier wymyślił, że Traktat Lizboński jest zły, zagraża narodowi, majątkowi Polaków, jest zagrożeniem dla własności ziemi i niesie z sobą wiele innych niebezpieczeństw. Ponieważ całkiem niedawno łże-premier deklarował miłość do inteligencji, warto odnotować, co ta inteligencja stwierdziła. Krytykowanie traktatu wynegocjowanego przez pożal się Boże prezydenta pod dyktando brata łże-premiera i przy asyście właścicielki spojrzenia błagającego o rozum, inteligencja określiła jak kompletną kompromitację i skrajną śmieszność. No bo jak inaczej można skomentować zajadłą krytykę i straszenie ‘ciemnego ludu, który wszystko kupi’ (klasyk kurski tak kiedyś chlapnął przy ‘słynnym’ Lisie, którego już coraz mniej ludzi ogląda), skutkami czegoś, do czego samemu przyłożyło się rękę?.. Wyjaśnienie mechanizmu horrendalnej retoryki kaczych braciszków jest takie, że ślepo krytykują wszystko, co robi obecna władza. Nawet jeżeli jest to kontynuacja lub konsekwencja działań poprzedniej władzy. Klasyk kurski stwierdził nawet w ‘niedobrej niemieckiej’ telewizji TVN, że ‘Jarosław Kaczyński to wybitny intelekt i wie, że 80 procent społeczeństwa popiera Unię Europejską, ale tu chodzi o inne wartości. Uchwały można sobie powiesić na gwoździu. Lizbona – tak, wypaczenia – nie.’ No cóż, widać że pisuarczycy pochodzą chyba z Saturna: tam wszystko jest rzadsze, nawet inteligencja.

Pożal się Boże prezydent przebił wszystkich: puścił sobie muzyczkę z serialu ‘Polskie drogi’, pokazał mapę Polski pomazaną na czarno i straszył, że Traktat Lizboński, jeżeli nie zostanie ratyfikowany z użyciem preambuły, wówczas na Polskę spadną wszystkie plagi egipskie. Hm, znowu było dyktowanie przez telefon... Pożal się Boże orędzie zostało źle przygotowane. Primo, należało użyć ballady z serialu ‘Czterech pancernych i pies’. Secundo, należało przemawiającego przyodziać w zbroję rycerską albo przynajmniej w strój kosyniera z Insurekcji Kościuszkowskiej, który mniej kojarzy się z zakutym łbem. Tertio, należało rzecz całą nadać w porze dobranocki – przynajmniej dzieci dowiedziałyby się, jak mądra była ta część ludu, który podczas wyborów prezydenckich zamiast zacnych trunków – w małych ilościach oczywiście! – łykał przemówienia pisuarczyków...
A wszystko przez to, że łże-premier nie potrafi znieść, iż naród odwrócił się do niego częścią, po której niedawno był kopany. Odwrócił się i ku jego rozżaleniu we wszystkich badaniach opinii zwrócił się ku obecnej władzy. Ostatnią jego nadzieją są topniejące legiony rydzyka. Legiony te boją się Niemców, boją się też odmienności zachowań, odmienności kulturowej. No więc nie bacząc na kompletną kompromitację, łże-premier krytykuje to, co sam kiedyś dumnie nazwał wielkim sukcesem. Swoim sukcesem.