wtorek, 27 stycznia 2009

2009 już na pełnych obrotach

Człowiekowi obserwującemu arenę wydarzeń w Polsce ręce opadają. Chyba dlatego nie byłem w stanie od dłuższego czasu pisać (przepraszam za trzy pierwsze litery wyrazu przed nawiasem...).
Wiele się wydarzyło, całe mnóstwo głupoty się przez świat przelało. Zacznę od końca.

Grypa

Koncerny farmaceutyczne próbują wcisnąć ludowi (niestety – udaje im się to...), że szczepionki przeciwko grypie zmniejszają ryzyko zachorowania, a w przypadku zachorowania powodują, że objawy nie są zbyt uciążliwe etc. W sumie obiecują cuda. A grypa, w odróżnieniu od naiwnych ludzi, nic sobie z tego nie robi i atakuje. Ktoś powie: ‘Tak więc nic się nie zmienia’. Oj, zmienia się, a jakże – koncerny farmaceutyczne mają więcej pieniędzy. Pamiętacie, co pisałem w ‘Dirty money, dirty tricks’? To było w kwietniu 2007 (http://gloversview.blogspot.com/2007_04_01_archive.html). Nie jest ważne, by wyleczyć – najważniejsze jest leczyć. Leczyć długo i drogo. Przy czym leczenie w tym przypadku ma zdecydowanie inne znaczenie niż powszechnie przyjęte... Ważne, że klient jest głęboko przekonany o tym, iż dając sobie kłuć łapsko czy tyłek, nie będzie chorował, a nawet jeżeli choruje to przebieg choroby jest łagodniejszy. No o tym się nie dowie, bo musiałby nie szczepić się i zachorować jeszcze raz. I tak, najczęściej osoby zaszczepione chorują na potęgę, ale uspokajają się, że ‘mogło być przecież gorzej’. Kłamstwo powtarzane wiele razy przyjmowane jest jako prawda. Tym bardziej, jeżeli kłamstwo trafia na podatny grunt, czyli ludzką naiwność. A człowiek potrzebuje nowych obietnic cudu. Ze strachem czekam na proszki do prania, które nie będą już wymagały pralek. Niedawno wydałem trochę pieniędzy na pralkę, więc szkoda by było.
Wracając jednak do grypy, od zawsze skuteczne było leżenie w łóżku połączone z piciem herbaty z cytryną i/lub sokiem malinowym oraz kwas acetylosalicylowy (sprzedawany pod różnymi markami – od aspiryny, przez polopirynę aż po mój ulubiony upsarin). Niech organizm sam walczy z chorobą, a nie się rozleniwia. Uwaga dotyczy oczywiście grypy. Zapalenia płuc czy nowotworów nie proponuję leczyć domowymi sposobami. A mimo akcji szczepień, zachorowań na grypę jest coraz więcej. Wniosków wcale nie trzeba wyciągać.

Głupota

Oj, ileż tego się w ostatnich miesiącach nagromadziło, ile przez ekrany telewizorów, komputerów oraz przez stronice czasopism przewinęło... Z natury jestem tolerancyjnym człowiekiem, ale nigdy nie będę tolerować głupoty. Na początek pewna definicja: ktoś, kto nie ma pojęcia o jakiejś dziedzinie, ale mieni się ekspertem i ma złote usta niczym emerytowany profesor z tej dziedziny to poseł. Oczywiście nie każdego posła to dotyczy – przecież każda reguły wyjątki posiada. Chociaż, zgodnie z duchem niniejszego felietonu, zaczynając od końca, osobliwym wyjątkiem tej reguły może być matka posła. Wyjątkiem, bo ją również definicja objęła. Widać, że przemcio edgar wyssał zacietrzewienie i abnegację wszystkiego-co-nie-nasze z mlekiem matki. Mamusia twierdzi, że atom jest zły i koniec. Tylko czekać co synuś ogłosi. Poważnych awarii elektrowni atomowych było niewiele, a technologia od czasów choćby Czarnobyla zmieniła się tak bardzo, jest tak zaawansowana, że jej bezpieczeństwo wzrosło w ciągu ostatnich dwudziestu lat w sposób bardzo znaczący. Zresztą trzeba być kabotynem, żeby wygłaszać pseudoautorytatywne stwierdzenia w sprawie elektrowni atomowych powołując się na zagrożenia i nie brać pod uwagę, że nawet w Czarnobylu zawinił człowiek, który ominął zabezpieczenia. Problem jednak nie leży w ‘atomie’, a przede wszystkim w tym, że to paskudny Tusk wpadł na pomysł, żeby wreszcie zerwać z naszym technologicznym zacofaniem i przestać truć siebie oraz innych na potęgę. Węgiel w miarę ekologicznie można spalać w przydomowych kotłowniach, ale w elektrowniach jest to raczej trudne do osiągnięcia. Cóż, pis-uarki będą przeciwne atomom, potem gluonom, kwarkom, a na koniec zaczną protestować przeciwko wszystkiemu, podobnie jak Kononowicz chcąc ‘żeby nie było nic’. Amerykanie mają ponad sto reaktorów, Francuzi prawie sześćdziesiąt. Dwa reaktory ma nawet mała Słowacja. Siłownie atomowe są też na Węgrzech, na Litwie, w Czechach, na Ukrainie. Tak więc nie musimy mieć ‘atomówek’, a skutki ewentualnej, acz mało prawdopodobnej przy obecnym rozwoju technologii, awarii i tak nam grożą. Wtedy przemcio edgar pojedzie z mamusią na granicę i będzie protestować przeciwko przemieszczającej się w naszym kierunku radioaktywnej chmurze. Potem pożal-się-Boże-prezydent kaczyński zabierze z sobą dwór (który notabene już dziś wygląda, jak po chorobie popromiennej...) i poleci walczyć o wolność i demokrację. Znowu strzelą przy nim z procy w powietrze i będzie sensacja na cały świat. Potem wróci, ogłosi sukces, pokaże jakiś traktat w sprawie niewysyłania chmur radioaktywnych, który po przyjęciu przez sejm, sam zawetuje. A bezdomni i głodni pomyślą sobie ile to mieszkań można było wyremontować, ile obiadów przygotować za pieniądze, kolejny raz, bezsensownie wydane na wyjazd ekipy-co-i-tak-niczego-nie-zdziała...
Jak mawiał wielki człowiek, pisarz i filozof Stanisław Lem, nie ma technologii ekologicznej w znaczeniu zerowej szkodliwości/oddziaływania na środowisko. Są tylko technologie mniej lub bardziej szkodzące temu środowisku. Wolę energetykę atomową, ponieważ pod warunkiem, że nikt nie wtyka gwoździa w blokady i zabezpieczenia, jest praktycznie nieszkodliwa dla otoczenia. A z odpadami radioaktywnymi świat już umie sobie radzić. Współczesna ekologia jest w rzeczywistości pseudoekologią, o czym świadczy najbardziej absurdalna nagroda Nobla, jaką otrzymał Al Gore. Za samo stwierdzenie, że to on wymyślił Internet, powinien być każdorazowo kwitowany, co najmniej, drwiącym uśmiechem.
Ale nic to – lud pragnie sensacji, ma ją. Niezaprzeczalnym faktem jest, iż lody na biegunach oraz w łańcuchach górskich topnieją. Jest to zjawisko o niewyobrażalnej skali. Jednakże uzurpowanie sobie przez ludzkość w osobach nawiedzonego Ala Gore’a i goniących za sensacją naukowców jest tak zarozumiałe, jak twierdzenie, że liczba magnesów w głośnikach na całym świecie jest już tak wielka, że wpływa na orbity satelitów krążących wokół Ziemi.
Nie od dzisiaj wiadomo, że badacze globalnego ocieplenia dzielą się na dwie zasadnicze grupy. Jedna twierdząca, że pierdząca ludzkość zmieniła klimat na naszej planecie. Ta grupa otrzymuje od rządów miliardy dolarów. Zwolennicy teorii niedeterministycznej, naturalnej nie mają takiego finansowania. No i inwestujemy w coraz nowsze silniki, które z generacji na generację emitują o kilkadziesiąt gramów mniej dwutlenku węgla. Ostatnią sensowną rewolucją w tej dziedzinie było wyrzucenie czteroetylku ołowiu ze składu benzyny (Amerykanie zrobili to już niemal trzydzieści lat temu, Europejczycy – niecałe cztery lata temu). Od tego czasu, wbrew twierdzeniom mniej świadomej gawiedzi, nie ma już czegoś takiego jak etylina. Inwestujemy też w takie bajery, jak ‘ekologiczne’ lodówki, bo nie używają jako czynnika chłodzącego freonu, używamy świetlówek energooszczędnych i dziesiątków innych, genialnie ‘ekologicznych’ urządzeń. Eliminacja związków ołowiu to czysta ekologia. Eliminacja, przy ogromnych nakładach, za wszelką cenę, dwutlenku węgla to raczej demagogia. Ok, niech ograniczają, ale nie kosztem wielkich podwyżek cen prądu i innych nośników energii. Nie kosztem wielkich akcji zmiany urządzeń ‘be’ na urządzenia ‘aja’. Samochody ‘ekologiczne’ z Japonii? O tak, ale transport ich do USA oraz do Europy powoduje takie zanieczyszczenie atmosfery, że zysk z tej ‘ekologii’ nawet nie wyrówna tego. A wspomniane lodówki? No cóż, jakoś trzeba było namówić część gawiedzi do kupowania nowego sprzętu. No bo o cóż innego chodzi we współczesnym świecie, jeżeli nie o sprzedawanie? Nowy i lepszy proszek – kupuj! Nowy i lepszy samochód – kupuj! Nowa i lepsza religia – kupuj! Stara religia jest jedyną słuszną – kupuj! Wszyscy chcą zysku, wszyscy zaczynają sprzedawać za wszelką cenę, przy użyciu wszelkich dostępnych chwytów. Samochód musisz kupić, bo jest o tyle lepszy od innych. Lodówkę musisz kupić, bo dzięki temu modelowi zdechnie jeden pingwin mniej. Boga musisz kochać, bo On Ciebie zniszczy. Normalny człowiek kupuje nowy samochód, bo potrzebuje, podobnie lodówkę. Boga kocha, bo rozumie kim On jest. Ale tego niezwykle trudno nauczyć, niezwykle trudno to wytłumaczyć. No to po linii najmniejszego oporu: dirty money, dirty tricks.

Ekonomia

W dziedzinie ekonomii w naszym umęczonym kraju, dysponujemy chyba największą armią ekspertów na świecie. Ograniczę się do grupy zwanej posłami. Poseł to taki człowiek, który potrafi mówić długo i z wielkim zaangażowaniem o sprawach, na temat których nie ma najmniejszego pojęcia. I tak staje pis-uarczyk pożal-się-Boże-prezydent i drze twarz, że czeka nas wielki kryzys, sodoma i gomora i w ogóle spieprzajmy stąd wszyscy... Cieszy, że najwyższe władze tak się troszczą, by nie wywoływać paniki.
Ale najważniejszą zmianą jest pis-uarekonomia. Nowe zjawisko na naszej scenie politycznej – nie wiem, czy nie powstaje nawet nowa dziedzina nauki. Osoba zajmująca się tą dziedziną, czy wręcz będąca jej współtwórcą charakteryzuje się nienagannie przystrzyżonymi włoskami, opaloną buźką i dobrze dobranym krawatem. Nawet garnitur jest całkiem, całkiem, a i buty ktoś nareszcie delikwentowi wyczyścił i sznurówki porządne założył. O kim mowa? Oczywiście, że o jaurusiu-na-szczęście-byłym-pożal-się-Boże-premierze. Rzeczony jaruś nagle poczuł w sobie żyłkę ekonomisty i zamiast układów zaczął tropić dziury. A to w budżecie państwa, a to w budżecie MON. Doświadczenie zdobył tworząc dziury, między innymi, w firmie Telegraf, w fundacji prasowej Solidarności i wielu spółkach córkach tworzonych wespół z koleżką siwcem, którego ktoś nareszcie usunął z zarządu telewizji, za przeproszeniem, publicznej. No bo jak ktoś oszukuje, najlepiej wie, jak oszustwa wykrywać. Logiczne, a zarazem praktyczne podejście do sprawy. Dzięki niemu można będzie w niedługim czasie powiedzieć „Kombinowałem, bo musiałem. A nie chciałem.” Wyższa konieczność. Trzeba się wczuć w rolę i zachowanie tropionej zwierzyny. Nie jest raczej znane nauce zwierzę o nazwie ‘dureń’, ale w tę rolę słynne bliźniaki wcielać się już nie muszą. Są mistrzami.
Partia pis-uarkowa postanowiła walczyć o zdrową gospodarkę ‘dla społeczeństwa’. Społeczeństwo już drugi raz jest z tego powodu zaniepokojone. Dodatkowy niepokój wzmaga mylenie się byłej minister pis-uarowego rządu w liczeniu procentów, a jako odprysk sprawy wypłynęła nieznajomość języka polskiego i wielu wściekło się o słowo ‘prostytuować’. Widać głodnemu chleb na myśli.
Co do liczenia, strach pomyśleć co będzie, kiedy pis-uarkowe potworki zaczną zarządzać jakimś bankiem – mylenie procentów składanych z dyskontem może zgubić bank i jego klientów. W sumie, można będzie wówczas o wszystko oskarżyć układ. Stare chwyty czasem są dobre.
A ekonomia i tak zawsze rządziła się swoimi prawami. Jednym z takich praw jest, permanentne mylenie się. Amerykańscy ekonomiści i bankowcy pomylili się: praw ekonomii jednak nie da się oszukać. Okazało się, że jednak oddech i wyczuwalny puls nie są wystarczającym zabezpieczeniem kredytu. Efekt jest taki, że najpotężniejszy rynek świata przewrócił się, niczym wielka kostka domina i kolejne kostki padają lub chwieją się.

Miłość

Temat, jak morze i lądy razem wzięte, rozległy oraz złożony. Od lat po kątach, szeptem rozprawia się o kwestii bezżenności księży. Aż tu nagle naukowcy zabrali się za temat i okazało się, że kilkanaście procent księży żyje w związkach z kobietami, a połowa księży chce by zawieranie związków małżeńskich było normą. Oczywiście toczy się dyskusja pod tytułem ‘A kto te żony i dzieci będzie utrzymywać?’. Na tak postawione pytanie można, nieco niekulturalnie, odpowiedzieć innym pytaniem: a kto utrzymuje żony prezesów spółdzielni, śmiesznych starostów Bóg-jeden-wie-po-co-istniejących-powiatów, dyrektorów firm, urzędników? Kobieta też czasem ma pracę. Nawet chyba całkiem często. A o ileż mniej byłoby obłudy, o ile wzrosłoby zaufanie do księży. Czy nie łatwiej byłoby rozmawiać w konfesjonale o problemach, które facet po drugiej stronie zna z autopsji? Czy nie bardziej prawdziwie brzmiałyby nauki tego faceta, kiedy grzmi o szanowaniu rodziny i trudzie utrzymania związku? Oczywiście stado fanów radia, co ma ryja zapewne krzyczałoby, że Sodoma i Gomora oraz inne matriksy, ale mniejszość zawsze miała to do siebie, że głośniej nieco krzyczała. Zwłaszcza zdecydowana mniejszość. A faktem jest, że wielu księży łamie zasady organizacji, w szeregi której wstąpili świadomie, a zatem wiedząc również o celibacie. Hipokryzja i zafałszowanie nieco odstręczają od korzystania z takich pośredników do rozmów z Bogiem.
Niepokoi mnie, że jeszcze pis-uarki nie zajęły w sprawie nieprzejednanego stanowiska, ale to może wynikać z tego, że jaruś jeszcze nie ogłosił tego, co myślą wszyscy. To znaczy wszyscy myślą to, co on ogłosi.

Nieszczęście

Do tvn wrócili członkowie pis-uaru. Bez nich wiele audycji całkiem przyjemnie już się oglądało...