poniedziałek, 5 lipca 2010

Uczciwość inaczej, czyli wybory

Chwilowy spadek poziomu emocji. Polskie państwo przeżyło tragedię. Przyznaję, sam uroniłem łzy kiedy, jak grom z jasnego nieba padła wiadomość o katastrofie samolotu z prezydentem na pokładzie. Miałem łzy, kiedy wieźli jego trumnę ulicami Warszawy. Szarpnęło moim gardłem, kiedy pilot samolotu CASA wiozącego trumny pierwszej pary pomachał Warszawie na pożegnanie skrzydłami. Wzruszyła mnie ceremonia pogrzebowa. Przeżyłem to, jak tragedię ludzką. Na pierwszym planie była empatia. Zginęli ludzie. Zostawili rodziny. Cierpienie bliskich jest zapewne trudne do opisania. Małe dzieci, które zostały bez ojców. Państwo polskie straciło prezydenta, dowódców poszczególnych rodzajów wojsk, kapelanów wojskowych, działaczy społecznych, polityków. Tak, płakałem z powodu prezydenta państwa, które panuje w kraju, w którym mieszkam. Bo był to polski prezydent. Ale nie zrobię tego, czego dopuściły się media. Nie głosowałem na Lecha Kaczyńskiego, ponieważ nie akceptowałem i nie akceptuję wielu idei, którym patronował. Nie wyznaję wielu przekonań, jakie prezentował. Mimo, iż jego ugrupowanie macierzyste wygłasza wciąż peany na jego temat, wylicza ileż to podróży zagranicznych odbył (unikając tematu ile z tych podróży kończyło się w tym samym miejscu), nawet teraz uważam że był to kiepski prezydent.
Nie posunę się do tego, co zrobiły media: niejedna redaktorka roniła krokodyle łzy, które miały zmyć fałsz i obłudę, niejeden redaktor z oburzeniem reagował na zarzuty telewidzów, że przed katastrofą Kaczyński był przez media wyśmiewany. Był wyśmiewany, był niemal lżony. Czy zasłużył? Nie wiem i nie obchodzi mnie to. Nie zapobiegł temu, a swoim bucowatym zachowaniem nie starał się zapobiegać temu, co z nim robiono. Oto, na przykład, sam kiedyś w wywiadzie przyznał się, że wywierał nacisk na pilota, by lądował w objętym działaniami wojennymi Tbilisi, a poseł Bielan po katastrofie dostał amnezji i imputował ‘narodowi ciemnemu’, że Kaczyński czegoś takiego nigdy nie zrobił. Za to był kiedyś krytykowany i za tę krytykę się obrażał. Przecież większość z nas pamięta Kaczyńskiego jako obrażalskiego prezydenta. I te hocki-klocki z jego oczekiwaniem na przeprosiny. Wstyd po prostu i szkoda dalej komentować...

Platformersi urządzili piękne ceremonie związane z przylotami szczątków ofiar do Polski, logistycznie dopięli wszystko na ostatni guzik – naprawdę chwała im za to i wielkie brawa. Pisowcy płakali, platformersi wspominali, jaki to Kaczyński był fajny, państwo redaktorstwo kłamało niczym najęte, że oni nigdy o Kaczyńskim źle niczego (no to kto to wszystko mówił i pisał?!) i w ogóle było całkiem fajnie przecież, tylko ten niedobry samolot spadł. Jednak kto pamięta pierwsze przemówienie imć marszałka Komorowskiego po katastrofie, ten żalu raczej tam nie usłyszał – ani w warstwie słownej, ani w emocjonalnej http://www.youtube.com/watch?v=KbnJYo6VSnY. Jako mówcę Komorowskiego zawsze odbierałem źle – mówi kiepsko i nie zawsze składnie. Tusk, jakkolwiek nie pałam sympatią do niego, mówił z autentycznym żalem i przejęciem. Widać było, że przeżywa to całkiem normalnie, po ludzku. Zginęli jego koledzy i znajomi – nieważne spod jakiego sztandaru. Oczywiście hieny od razu rzuciły się, że Tusk nieszczerze, obłudnie etc. Hieny zawsze śmierdziały, więc zostawmy je.

Przez Polskę przelała się powódź, dzięki której media miały znowu swoje pięć minut. Znowu przesadziły tak, że świat pomyślał, iż całą Polskę zalało. Nawet firmy związane z turystyką poczuły się zagrożone wielkimi stratami, ponieważ wielu turystów – z Polski i zagranicy – odwoływało rezerwacje na pobyt w Polsce. Media, jak to media – dobrze, że w ogóle coś mówią, ale to jak mówią budzi coraz częściej odrazę. I choć powódź trudno pominąć, nie o nią mi chodzi, więc temat zostawiam.

No i z żalem wielkim trzeba było w końcu ogłosić wybory prezydenckie. W szranki wyborczych zawodów stanęły tabuny potencjalnych kandydatów. Czegóż to nie obiecywali – mój Boże... Gdyby zebrać wszystkie obietnice i próbować je realizować, kilka razy w tygodniu musielibyśmy występować z NATO i wracać doń, z Afganistanem byłoby podobnie. Krzyże mielibyśmy pozdejmowane i pozakładane, przemysł nareszcie ruszyłby, bo teraz ponoć upadł, na Rosjan ruszylibyśmy i zawieralibyśmy z nimi pokój, chleb byłby smaczniejszy i tańszy, podatki prawie w ogóle zniknęłyby, prawdopodobnie nawet Księżyc zostałby zmuszony do dłuższego przebywania nad Polską. Cuda, których w Biblii nie opisywano, bo nawet reanimacji zostałaby poddana służba zdrowia, a nie jakiś tam Łazarz.

W pierwszej turze media wybrały nam dwóch kandydatów, pozostałych oceniły jako marnych, a nawet takich, na których głosowanie jest śmieszne. Ot, demokracja rządzona przez najważniejszą z władz: media. Oczywiście dwóch pomazańców przeszło do drugiej tury. Jeden nagle stał się przyjacielem komunistów, choć chciał kiedyś ich partię delegalizować, a drugi mimo, iż liberałem się mieni, nagle znienawidził własność prywatną. Pobili się o to w sądzie pomimo, iż obaj ponoć reprezentują prawicę. Jedni straszyli prywatyzacją, drudzy bili się w pierś, że nigdy jej nie chcieli. Wprawdzie tylko w służbie zdrowia, ale argumenty, jakich się imano obrażały naród. Polityk zawsze myśli, że naród jest ciemny i łyknie wszystko, co jemu podać, a nie zawsze musi być to Kurski, którego wciąż nękają ukryte demony i wrogowie. Dla odmiany, jeden z bardziej pożądanych kandydatów, nie wystartował i poparł kandydata, który ideowo raczej powinien być jego przeciwnikiem. Ale cóż, taka polityka: kupczenie i oszukiwanie to najwyższy stopień wtajemniczenia.

Media oczywiście wtórowały politykom, że głosowanie to obowiązek obywatelski, zaszczyt i co tam jeszcze... Robienie wody z mózgu i zmuszanie pseudopatriotycznymi pierdołami do głosowania na choćby mniejsze zło, jeżeli nie ma się 'swojego' kandydata. Wybór mniejszego zła, to również wybór zła.

Ponieważ nie wierzyłem w nagłą przemianę jednego z kandydatów, a drugiemu po prostu nie wierzę, bo od lat opowiada wierutne bzdury i jeszcze się głupio uśmiecha, postanowiłem poszperać w sieci Internet w poszukiwaniu najlepszego, jednego dowodu na to, że politycy kłamią i są zwykłymi oszustami, których usta plują na nas kłamstwem i obłudą. Jezus radził: szukajcie, a znajdziecie. I to jak szybko znalazłem: http://www.youtube.com/watch?v=apNdODoWX2I.

No to wybraliście sobie – życzę Tobie Narodzie powodzenia. Jedni pieprzą Cię od tyłu, inni z przodu. Ale zawsze Cię pieprzą. I nigdy Narodzie nic z tego nie masz.